Aleksander Możajski (Polak z obywatelstwem Rosji) - czyli faktyczny pionier awiacji który poświęcił swój majątek i życie aby skonstruować i oblatać pierwszy samolot na Ziemi
(2-języcznie, po angielsku
i polsku )
Uaktualizowano:
12 marca 2012
Kliknij "X" lub "No" na np. planszy rzekomych błędów, lub na reklamie, jeśli te usiłują przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.
(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
Trudno wskazać inny wynalazek który
okazałby się bardziej istotny dla obecnego
poziomu technicznego naszej cywilizacji
niż wynalazek samolotu. Wszakże to dzięki
samolotowi podróż pomiędzy Europą i innymi
kontynentami skraca się z rzędu miesięcy
do rzędu godzin. To także samolot pozwala
szybko dostarczać np. chorych do szpitala,
lekarstwa dla chorych, zaś pocztę do zdrowych.
Na przekór jednak jego istotności, zanim
samolot zdołał wejść na stałe do technicznego
dorobku całej naszej cywlizacji musiał on
być niezależnie wynajdywany w aż trzech
krajach przez ludzi którzy nawzajem NIE
wiedzieli o swoim istnieniu. Niniejsza strona
wyjaśnia że powodem takich jego losów był
brak wymaganego poziomu moralności w
społecznościach w których działali wynalazcy
i budowniczowie samolotu.
Część #A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Cel tej strony:
Celem tej strony jest streszczenie wzbudzających
wstyd i niesmak losów aż trzech kolejnych
wynalazców samolotu, ze szczególnym
naciskiem na szokujące losy nieznanego
światu Polaka (i Rosjanina) o nazwisku Aleksander
Możajski, oraz wyjaśnienie na przykładzie
losów tych wynalazców jakie "prawa moralne"
rządzą istotną dla postępu ludzkości wynalazczością
i nowymi odkryciami.
Motto tej strony: "Człowiek z ideą jest uważany za wariata - aż do
czasu gdy jego idea 'zwycięży' - tj. okaże się lepsza od pokrewnych idei innych ludzi."
(Potem uznaje się go za bohatera i za pioniera danej dyscypliny.)
Część #B:
Wszystko rządzone jest moralnością - zaś historia wynalazków samolotu jest na to dowodem:
#B1.
Prawa moralności i sprawiedliwości rządzą wszystkim co wokół nas się dzieje:
Motto:
"Bóg celowo tak kształtuje życie każdej osoby, aby dla tych postronnych widzów
którzy poznają owo życie, zawsze dostarczyło ono jakiejś istotnej lekcji moralnej."
Aby umożliwić swobodny rozwój naszej cywilizacji
Bóg
dał ludziom tzw.
wolną wolę.
Dlatego każdy z nas może posiadać własne
poglądy na praktycznie wszystkie tematy. Z
powodu tejże "wolnej woli", wiele osób popularnie
zwanych "ateistami" uważa że losami ludzi
rządzą wyłącznie tzw. "przypadki". Wcale nie
przekonuje ich fakt, że praktycznie w każdej
religii jest wyjaśniane, iż losami ludzi rządzi ich
moralność.
Przykładowo, niemal połowa objętości
Biblii
jest poświęcona wyjaśnieniu, że losy zarówno
każdego indywidualnego człowieka, jak i losy
całych społeczności, zależą głównie od "moralności"
którą dany człowiek czy dana społeczność praktykuje. Podobne ustalenie wynika
też z analiz logicznych oraz z empirycznego materiału dowodowego zgromadzonych przez nową "totaliztyczną naukę",
a opisanych np. w punktach #B1 do #B3 odrębnej strony o nazwie
antichrist_pl.htm.
W przypadku indywidualnych ludzi, współzależność
ich losów od "moralności" jaką ludzie ci praktykują
jest dosyć trudna do ustalenia. Szczególnie w
ostatnich czasach, kiedy tzw. "ustawy o prywatności"
NIE pozwalają innym poznać jaką moralność
praktykują osoby których dotknął specyficzny
rodzaj losu. Jednak w przypadku całych społeczności
i krajów, owa współzależność losów danej społeczności
czy kraju od praktykowanej przez nie moralności jest już
łatwiejsza do ustalenia. W losach całych społeczności
i krajów daje się bowiem szybko odkryć długotrwałe trendy
które rządzą ich losami. Ponadto moralność całych
społeczności i krajów jest znacznie trudniej ukryć
"ustawami o prywatności" - niż łatwość z jaką ukrywana
jest nimi obecnie moralność indywidualnych ludzi.
(Oczywiście, ciągle istnieją różne inne sposoby ukrywania
moralności całych społeczności i krajów, np. rozważ
tzw. "cenzurę", czy wstydliwe przemilczanie niektórych
nieprzyjemnych faktów w prasie i telewizji tych krajów.) Jeśli też ktoś
zada sobie trud ustalenia owej współzależności
pomiędzy moralnością całych społeczności i
krajów a losami tychże społeczności i krajów,
wówczas dozna szoku. Przykładowo odkryje wtedy,
że wszelkie katastrofy i nieszczęścia dotykają
wyłącznie te społeczności i kraje które
praktykują moralnie zgniły rodzaj filozofii zwany
filozofią pasożytnictwa.
Dowody na fakt, że katastrofy i wszelkie inne
nieszczęścia dotykają wyłącznie społeczności
które praktykują moralnie zgniłą
filozofią pasożytnictwa
zestawiłem na dwóch stronach internetowych o nazwach
day26_pl.htm i
seismograph_pl.htm.
Co ciekawsze, okazuje się że jeśli w gronie jakiejś
niemoralnej społeczności żyje tzw. dziesięciu
sprawiedliwych o cechach zdefiniowanych treścią Biblii, wówczas na przekór iż jakaś
katastrofa czy nieszczęście dotyka ową całą niemoralną
społeczność, miejscowość w której zamieszkuje
owych "10 sprawiedliwych" jest przez tą katastrofę
omijana - po szczegóły patrz punkt #I3 na stronie o nazwie
day26_pl.htm -
jaki to punkt opisuje niezwykłe i niemal "nadprzyrodzone" omijanie przez katastrofalne
tzw. "wybryki natury" miejscowości Petone w
Nowej Zelandii (w której ja mieszkałem w czasach
pisania tej strony).
Stara prawda jaką staram się tutaj uzasadnić stwierdza,
że "moralność rządzi praktycznie wszystkim".
Z tego powodu, kiedy omawia się tak istotną sprawę
jak np. nowe wynalazki czy odkrycia, dla dania
pełnego obrazu sytuacji trzeba przy tym wyjaśnić
NIE tylko "co się zdarzyło", ale także wyjaśnić
"jaka sytuacja moralna spowodowała że wydarzyło
się właśnie to a nie coś zupełnie innego". Jak
bowiem się okazuje, w społecznościach i krajach
które praktykują moralnie zgniłą
filozofię pasożytnictwa
panuje rodzaj wynalazczej impotencji - która
je trapi na dodatek do zsyłanych im przez Boga kataklizmów.
Znaczy, owe społeczności i kraje NIE są w stanie
na własnym terenie wypracować i wdrożyć na stałe
do dorobku ludzkości żadnego istotnego wynalazku
czy odkrycia. (Więcej informacji o owej "wynalazczej
impotencji" zawarłem w punkcie #B7 strony
seismograph_pl.htm
i w podrozdziale M11 z tomu 11 najnowszej
monografii [1/5].
Z kolei jej przykładami są "wynalazcze impotencje"
które panują w Polsce, w Nowej Zelandii, czy w
Australii - a z powodu których nikt nie slyszał o
jakimś istotnym wynalazku lub odkryciu zrealizowanym
ostatnio w jakejkolwiek instytucji z terenu owych
krajów. Za to każdy zapewne już słyszał o seriach
kataklizmów jakie trapią owe kraje.)
#B2.
Dwie kategorie moralności i sprawiedliwości: (1) indywidualna i (2) grupowa:
Wysoce moralna i postępowa
filozofia totalizmu
naucza, że istnieją dwa rodzaje "intelektów",
a stąd i dwa rodzaje moralności i sprawiedliwości
jakie cechują owe intelekty. ("Intelekt" to istnienie
które wiedzie swoje własne "rozumne życie".)
Są to tzw. (1) "intelekt indywidualny" - czyli
pojedyńczy człowiek, oraz (2) "intelekt grupowy" -
czyli np. rodzina, fabryka, wieś, całe miasto czy cała społeczność,
cała religia lub cała nauka ziemska, cały
kraj lub naród, czy nawet cała cywilizacja.
Losy poszczególnych intelektów należących
do obu powyższych kategorii zależą od
moralności i filozofii które intelekty te
praktykują. Chodzi bowiem o to, że
Bóg
chce nakłonić wszystkie istniejące intelekty
do "ochotniczego" praktykowania wyłącznie
wysoce moralnych zasad życiowych, które
staroświeckim językiem są opisywane przez
Biblię
podczas gdy w nowoczesny sposób są wyjaśniane przez
filozofię totalizmu
jako zasady wysoce moralnego życia. Jednocześnie
jednak niedoskonałości i słabostki natury ludzkiej wywierają nieustanny
nacisk na ludzi aby ci praktykowali wysoce niemoralne
życie opisywane tzw.
filozofią pasożytnictwa.
Dlatego Bóg zmuszony jest nieustannie karać
tych ludzi którzy ulegają słabościom swej natury
i praktykują ową wysoce niemoralną
filozofię pasożytnictwa.
Jednocześnie Bóg nieustannie też nagradza
i zachęca tych ludzi którzy praktykują wysoce moralną
filozofię totalizmu.
Dlatego dla efektywnego "karania" i "nagradzania" ludzi
praktykujących określone rodzaje moralności, Bóg
wymyślił i wprowadził w życie dosyć interesujące
mechanizmy sterowania rozwojem moralnym ludzi.
#B2.1.
Boskie "nagrody" i "kary" za prowadzenie "moralnego" lub "niemoralnego" życia:
Motto:
"Przez danie komuś 'nagrody' za prowadzenie moralnego życia Bóg rozumie pozwolenie
nagradzanemu aby żył bez doświadczania 'kar' boskich serwowanych za niemoralne życie."
Pisząc tutaj o "nagrodach" i "karach" serwowanych
ludziom przez Boga za prowadzenie moralnego
lub niemoralnego życia, należy też sobie
wyjaśnić czym one są. Wszakże analiza sytuacji
powtarzalnie nam manifestowanych w licznych
przykładach z codziennego życia, ujawnia że
Bóg interpretuje "nagrody" i "kary" zupełnie inaczej
niż czynią to ludzie. Przykładowo, w oczach
Boga "karą" jest wszystko co dla ludzi ma wysoce
nieprzyjemne następstwa, a stąd co zamienia
ludzkie życie w rodzaj "piekła na ziemi" o
"poziomie nieprzyjemności" jaki jest
proporcjonalny do "przewinienia". Oczywiście,
najbardziej preferowane przez Boga "kary" polegają
na pozwoleniu winowajcom aby sami doświadczyli
tego co uprzednio zaserwowali innym - to stąd
wynika owa "samoregulująca się" kara w postaci
"prawa bumerangu" opisanego w punkcie
#B3 poniżej. Jeśli zaś takie "samoregulujące
się" ukaranie jest niemożliwe, wówczas "karą"
od Boga jest wszystko inne co nieprzyjemne -
począwszy od choroby, obsesji, wypadku,
kłótliwego, hałaśliwego, lub skorego do bitki
sąsiada, poprzez łakomy i głupi rząd lub
mściwego przełożonego który "odbija" coś
sobie na podwładnych, a skończywszy na
pożarach, powodziach, huraganach, tornadach,
mrozach, oraz innych kataklizmach i klęskach.
Z kolei boską "nagrodą" jest pozwolenie danemu
nagradzanemu aby żył w spokoju bez konieczności
doświadczania "kar" jakie typowo Bóg zesyła innym
ludziom za niemoralne sprawowanie. Stąd
"nagrodą" w oczach Boga jest np. pozwolenie
komuś aby był szczęśliwy, aby miał "normalną"
żonę, dzieci, czy sąsiadów, aby nie gnębiły go
choroby lub kataklizmy, itp. Przykładowo, jedną
z nagród które ja otrzymałem od Boga za aktywne
promowanie moralności, jest dzielenie codziennego
życia z piękną i szlachetną żoną o klasie faktycznej
księżniczki i z ogromnie rzadkim u kobiet tytułem
rodowym Szejka - po szczegóły patrz punkt #8 na stronie
jan_pajak_pl.htm.
Jako takie, boskie "nagrody" znacznie różnią się
od tego co my ludzie nauczyliśmy się dawać innym
ludziom jako "nagrody", tj. od pieniędzy, darów
materialnych, dyplomów, wyrazów uznania, itp.
To wszystko bowiem w oczach Boga stanowi
tylko "podniety" które Bóg rezerwuje dla tych
co zaczynają ześlizgować
się w dół tzw. "pola moralnego" (po opisy "ześlizgiwania
się w dół pola moralnego" patrz np. punkty #A2.1
i #H2 na stronie
totalizm_pl.htm).
Bóg czyni tak ponieważ poznał już ludzi na tyle
doskonale aby wiedzieć, że takie "podniety"
powodują iż ci co je otrzymali natychmiast
porzucają dalsze wspinanie się pod górę
"pola moralnego" i zaczynają w praktykować
filozofię pasożytnictwa -
która w końcowym efekcie musi być "karana"
przez Boga. Dawanie więc komuś owych
"podniet" faktycznie jest jakby "przyczyną",
albo "początkiem kary", jakiej "skutek" przyjdzie
później w formie faktycznej "kary" zaserwowanej
przez Boga. Bóg nigdy więc NIE używa takich
"podniet" jako "nagród" rozdawanych ludziom
za prowadzenie moralnego życia. Obdziela tymi
"podnietami" jedynie tych którzy właśnie wstępują
na ścieżkę niemoralności, używając je jako
rodzaj "zachęty" wykazującej iż "to co niemoralne
zawsze jest łatwe i przyjemne" - po więcej informacji
na ten temat patrz opisy mechanizmu działania
przysłowia "miłe złego początki, a koniec żałosny"
opisanego w punkcie #F1 na totaliztycznej stronie
rok.htm
lub w podrozdziale A16 z tomu 1 mojej najnowszej
monografii [1/5].
Jakie dokładnie działania są przez Boga "nagradzane",
a jakie są "karane", relatywnie precyzyjnie wyjaśnia to
Biblia -
tyle że z użyciem dosyć starożytnego języka i
ilustracyjnych przypadków zaistniałych w starożytności.
Przykładowo, werset 18:32 z bibilijnej "Księgi Rodzaju"
stwierdza, cytuję: "Odpowiedział Pan: 'Nie zniszczę
przez wzgląd na tych dziesięciu'. " W połączeniu więc
z innymi pokrewnymi wersetami wyjaśnia on że
"nagrodę grupową" udzielaną przez Boga całej danej
społeczności otrzymuje się m.in. za posiadanie w swoim
gronie grupy co najmniej owych "10 sprawiedliwych"
opisywanych dokładniej w punkcie #B4.3 tej strony.
Proszę odnotować, że to właśnie na tej obietnicy
Boga bazuje wysoce efektywna metoda obrony
przed kataklizmami, którą opisałem w punkcie #C5.1 strony
seismograph_pl.htm
oraz w punkcie #A2.3 strony
totalizm_pl.htm.
Z kolei bibilijny werset 18:22 z "Księgi Kapłańskiej
(Leviticus)" stwierdza, cytuję: "Nie będziesz obcował
z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą". Werset ten
wyjaśnia więc jedno z postępowań za które Bóg "karze"
indywidualnych ludzi. Warto przy tym odnotować, że
jeśli ktoś woli raczej poznać to samo co stwierdza
Biblia, tyle że spisane już nowoczesnym językiem
i z użyciem dzisiejszych przykładów, wówczas to co
"nagradzane" opisuje
filozofia totalizmu,
zaś to co "karane" wyjaśnia
filozofia pasożytnictwa.
Swoją drogą, ciekawe jak na bazie tego co tutaj wyjaśniono
czytelnik zakwalifikowałby zdarzenia opisane w artykule
"Gypsies plan to settle next door to Elton John" (tj.
"Cygani planują osiedlić się tuż przy bramie Elton'a
John'a") ze strony A21 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie z poniedziałku (Monday), January 31, 2011,
Niestety, NIE wszystkie metody działania Boga
są już dopracowane do doskonałości - co wyjaśniam
dokładniej w podrozdziale A17 z tomu 1 swej najnowszej
monografii [1/5].
Przykładowo, narazie w swoich metodach działania
Bóg NIE odróżnia wyraźnie "karania" od
"przeszkadzania w czyimś wspinaniu się
pod górę pola moralnego". Stąd np. dzisiejsi
wynalazcy lub odkrywcy którzy postępują
moralnie starając się podnosić poziom
cywilizacyjny ludzkości doświadczają działania
tzw. "przekleństwa wynalazców" wzmiankowanego
w punktach B4.4 i #H1 tej strony, jakiego następstwa
narazie są nieodróżnialne od "kar" Boga.
#B3.
Przykłady "samoregulujących się" mechanizmów podnoszących obie kategorie moralności, tj. (1) moralność indywidualną i (2) moralność zbiorową:
Przykładem genialnie obmyślonego przez Boga
"samoregulującego się" mechanizmu celowo
zaprojektowanego aby podnosić moralność
indywidualnych ludzi, jest "prawo moralne"
zwane "prawem bumerangu", które
z żelazną ręką rządzi losami "intelektów indywidualnych" -
patrz jego szczegółowe opisy w podrozdziale
I4.1.1 z tomu 5, lub podrozdziału JB7.5 z tomu
7, mojej najnowszej monografii oznaczanej symbolem
[1/5].
(Monografia [1/5] upowszechniana jest w internecie
zupełnie za darmo.) "Prawo bumerangu" powoduje,
że każde uczucie jakie dana indywidualna osoba
wzbudza w jakiejś innej indywidualnej osobie, jest
potem zwrotnie wzbudzane w danej indywidualnej
osobie przez coś lub kogoś zupełnie innego -
co dokładniej wyjaśnia punkt #B1 ze strony
morals_pl.htm.
W ten sposób, owo "prawo bumerangu" powoduje,
że każda indywidualna osoba jest w swoim życiu
karana lub wynagradzana koniecznością przeżycia
dokładnie tych samych uczuć jakie kiedyś uprzednio
ona sama wzbudziła w innych indywidualnych osobach.
Aby zaś uczucia były niemal dokładnie takie same,
w wielu sytuacjach życiowych których okoliczności na to
pozwalają "prawo bumerangu" powoduje że dokładnie
to samo co ktoś uczynił innym jest potem uczynione
i jemu, np. mordercy są przez kogoś mordowani,
gwałciciele są gwałceni, złodzieje są okradani,
własność prywatna wandali jest wandalizowana,
itd. Innymi słowy, "prawo bumerangu" przywraca
absolutną sprawiedliwość na zasadach "samoregulacji".
Z kolei prawdopodobnie najlepszym przykładem
złożonego "samoregulującego się mechanizmu
moralnego" który zarządza następstwami niemoralności
panoszącej się w obrębie całych "intelektów zbiorowych",
jest szeroko opisywane na tej stronie tzw. "przekleństwo
wynalazców", dyskutowane m.in. w punktach #B4.4
oraz #H1 niniejszej strony, a także w punktach #G1 I #H1 strony
eco_cars_pl.htm,
w punktach #H1 do #H2 strony
newzealand_visit_pl.htm,
w punkcie #K3 strony
fe_cell_pl.htm,
oraz w kilku innych miejscach z moich opracowań.
Przekleństwo to działa i wymierza sprawiedliwość
w tak zmyślny i tak genialny sposób, że jest ogromnie
istotnym aby ludzie dobrze poznali powody, działanie
i następstwa owego "przekleństwa wynalazców".
Faktycznie też analiza działania "przekleństwa
wynalazców" ujawnia, że jest ono odpowiednikiem
"prawa bumerangu" - tyle że obejmującym swymi
skutkami głównie całe "intelekty grupowe".
#B3.1.
Bóg wprowadza "samoregulujące się mechanizmy moralne" wszędzie tam gdzie tylko ich użycie jest możliwe -
ludzka sprawiedliwość tylko by zyskała gdyby ziemscy prawodawcy też tak czynili:
Jak ujawniają to powyższe przykłady "prawa
bumerangu" oraz "przekleństwa wynalazców",
Bóg powprowadzał "samoregulujące się" mechanizmy
moralne wszędzie tam gdzie ich użycie stało
się możliwe. Mechanizmy te są tak zaprogranowane,
że wynagradzają one moralne postępowanie
zaś karają wszelkie przejawy niemoralności.
Niestety, powodem dla którego mechnizmy
te narazie NIE spowodowały jeszcze lawinowego
wzrostu moralności ludzkiej, jest że do czasu
opracowania
filozofii totalizmu
ludzie NIE mieli pojęcia że takie mechanizmy wogóle
istnieją i działają. Wszakże Bóg NIE spędza swego
czasu na przypominaniu o ich istnieniu, a jedynie
z żelazną konsekwencją postępuje zgodnie z zasadami
ich działania. Zresztą nawet w chwili obecnej
większość ludzi nadal pada ofiarą tych mechanizmów
ponieważ ciągle NIE chce uwierzyć że faktycznie
one działają i kontrolują ich życie. Z tego powodu
filozofia totalizmu
zaleca, że idąc za przykładem Boga również
ludzie powinni powprowadzać takie "samoregulujące
się" mechanizmy wszedzie tam gdzie wyraźnie widoczny
staje się brak sprawiedliwości lub hamulców w ludzkich
zachowaniach i skłonnościach. Poniżej przytoczę
kilka przykładów obszarów ludzkiej działalności
gdzie wprowadzenie praw bazujących na takich
"samoregulujących się" mechanizmach moralnych
wyraźnie poprawiłoby obecną sytuację:
1.
Medycyna. Obecnie lekarze (a także szpitale)
są płaceni "od wizyty". To zaś powoduje że zamiast
w wyleczeniu swoich pacjentów, są oni raczej finasowo
zainteresowani w ich "uzależnieniu" od swej "opieki" -
co wyjaśniam szczegółowiej w punkcie #G2 strony
healing_pl.htm
Wszakże po uzależnieniu swych pacjentów od
nieustannego poboru medykamentów, lekarze
(a także szpitale i producenci lekarstw) muszą
być opłacani przez resztę czyjegoś życia. Tymczasem
filozofia totalizmu
zaleca, że powinny zostać ustanowione prawa iż
lekarze, a także szpitale, byliby płaceni tylko jeśli
wyleczą daną chorobę. Wszakże taka praktyka
jest od dawna w użyciu w wielu innych obszarach
życia - np. rolnicy są opłacani tylko jeśli dostarczą
komuś mleko, mięso, jajka, zboże, itp. Także niektórzy
prawnicy biorą zapłatę już tylko kiedy wygrają daną sprawę.
2.
Politycy. W punkcie #I4 niniejszej strony internetowej
zostało wyjaśnione, że powinna zostać przyjęta przez
ludzi zasada, iż każdy polityk który rozpocznie wojnę
lub który przyczyni się jakoś do rozpoczęcia wojny,
po zakończeniu swojej kadencji powinien być wysyłany
na pierwszą linię frontu owej wojny w charakterze
zwykłego żołnierza.
3.
Producenci ścieków. Należałoby wprowadzić prawo,
że wszyscy ci co pobierają wodę z jakiejś rzeki, ujęcie
poboru tej wody mogą zbudować jedynie w dół prądu
rzeki i to nie dalej niż 100 metrów od miejsca w którym
odprowadzają swoje ścieki do owej rzeki.
4.
Gwałciciele. Zamiast zamykać ich w wygodnych
jednosobowych celach z telewizorami, dostępem
do internetu, szkołami, warsztatami dla majsterkowiczów, oraz dużą biblioteką, wystarczy
wszystkich gwałcicieli z danego kraju zamknąć w
jednej ogromnej celi (lub na jednej odizolowanej
wyspie). Podobnie, w zbiorowej celi (lub odizolowanej
wyspie) unikalnej dla danej kategorii przestępców
możnaby też zamykać morderców, chuliganów,
zabijaków, sadystów, itp.
5.
Przepłacający siebie dyrektorzy. Zgodnie z
artykułem "US roaring again for richest 1 percent"
(tj. "USA woła ponownie za najbogatszym
1 procentem") ze strony B4 gazety
"The New Zealand Herald",
wydanie ze środy (Wednesday), January 26, 2011,
oba światowe kryzysy ekonomiczne, a więc ten
zapoczątkowany w 2008 roku jak i ten z lat 1930-ch,
spowodowane były łakomstwem i niemoralnością
najbogatszych 1% uczestników społeczeństwa na
kierowniczych pozycjach, którzy zaczęli wypłacać
sobie samym ponad 18% (tj. niemal ćwiartkę) dochodu
narodowego całego państwa. Samoregulujące się
rozwiązanie dla ich niemoralności polegałoby więc
na spisaniu z nimi umowy, że "jako wynagrodzenie
wprawdzie otrzymywali będą określony % od czystego
dochodu przedsiębiorstwa którym kierują, jednak jeśli
owo przedsębiorstwo poniesie straty, wówczas wpłacą
do kasy owego przedsiębierstwa ze swojej prywatnej
kieszeni dokładnie taki sam procent owych strat".
Powyższe oczywiście to jedynie kilka przykładów
ilustrujących jak w prawodawstwie ludzkim też można
zawrzeć samoregulujące się rozwiązania dla
problemu niemoralności. Jednak już na bazie tych
kilku przykładów można rozpracować dalsze podobnie
moralnie samoregulujące się rozwiązania dla
praktycznie wszystkich innych obszarów ludzkiej
działalności które przy obecnym prawodawstwie
są źródłami niemoranych postępowań ludzi. W ten
sposób, zamiast obecnego nagradzania i promowania
niemoralności zaś karania moralnych postępowań
przez ludzkie prawa, takie moralnie samoregulujące
się prawodawstwo zaczęłoby w końcu karać niemoralność
a nagradzać ludzi postępujących moralnie. To zaś
prowadziłoby do lepszego i moralniejszego życia
wszystkich mieszkańców Ziemi.
W przypadku "intelektów indywidualnych" owo
karanie i nagradzanie jest proste. Po prostu
Bóg pozwala wieść długie i relatywnie szczęśliwe
życie intelektom zachowującym się moralnie, zaś
zamienia życie w piekło i często szybko unicestwia
wszystkie intelekty niemoralne - chyba że je
potrzebuje użyć jako przykład dla innych, czy
też jako sposób ukarania kogoś kto sobie na to
zasługuje. Jednak sprawa zaczyna się komplikować
kiedy przychodzi do zarządzania losami "intelektów
zbiorowych". Wszakże owe "intelekty zbiorowe"
mogą formować co najmniej dwa drastycznie
odmienne "modele moralności". Pierwszy skrajny
z tych modeli, nazwijmy go "modelem jednorodnym"
(a), polega na tym że wszyscy uczestnicy danej
społeczności praktykują mniej więcej ten sam
poziom moralny. Z kolei drugi z tych modeli,
nazwijmy go "modelem zróżnicowanym" (b),
polega na tym że dana społeczność przypomina
sobą długą kolumnę maszerujących ludzi, jacy
są mieszaniną wszystkich możliwych poziomów
moralnych (tj. że społeczność ta ma zarówno
ludzi wysoce moralnych maszerujących na jej
czele, ludzi średnio moralnych maszerujących
w jej środku, a także ludzi wysoce niemoralnych
wleczących się na jej końcu).
W przypadku "modelu jednorodnego" (a) zasady
jego zarządzania przez Boga są takie same jak
w przypadku indywidualnych ludzi. Znaczy,
jeśli np. wszyscy oni żyją wysoce
moralnie, wówczas Bóg "wynagradza" za to ich
wszystkich - po wyjaśnienie przykładów takiego
nagradzania przez Boga (np.
wsi Wszewilki
w Polsce czy miasta Invercargill w Nowej Zelandii),
patrz opisy z punktu #I4 strony
day26_pl.htm.
Jeśli zaś wszyscy oni praktykują ową moralnie zgniłą
filozofię pasożytnictwa,
wówczas Bóg powoduje że cała ich społeczność
czy nawet cały ich kraj, są ukarane jakąś katastrofą -
np. wybuchem wulkanu, trzęsieniem ziemi, tsunami,
powodzią, huraganem, wyciekiem ropy naftowej,
wojną, terroryzmem, itp. - tak jak to opisałem w
"części #C" strony
seismograph_pl.htm.
Z kolei ich życie zamieniane jest przez
Boga w rodzaj "piekła na ziemi".
Niestety, Bóg nie jest w stanie tak samo zarządzać
społecznościami praktykującymi "zróżnicowany model
moralności" (b). A tak się składa, że ten model praktykuje
zdecydowana większość społeczności i krajów na
Ziemi. Wszakże gdyby Bóg sprowadził jakąś katastrofę
na taką społeczność, wówczas by oberwali także i ci
którzy żyją tam moralnie. Podobnie gdyby Bóg ich
wszystkich wynagrodził, wówczas nagrodzeni by byli
również ci spośród nich co praktykują zgniłą moralność
filozofii pasożytnictwa.
Dlatego na takich społecznościach praktykujących
"zróżnicowany model moralności" Bóg egzekwuje
aż kilka odmiennych metod swego postępowania.
Metody te są tak dobrane, aby ich następstwa:
(1) nagradzały i zachęcały moralną czołówkę
tej społeczności, (2) karały i dopingowały
jej najbardziej niemoralnych uczestników wlokących
się na samym końcu, (3) nagradzały całą
społeczność za przyciąganie do swego grona ludzi
praktykujących wysoce moralną filozofię totalizmu,
oraz (4) karały całą społeczność za fakt że
pozwala ona aby w jej gronie istniały niemoralne
jednostki. Przeglądnijmy teraz przykłady metod
działania Boga, które to metody generują każdy
z powyższych rodzajów następstw.
Opisywane tutaj mechanizmy i metody zarzadzania
przez Boga moralnością "intelektów grupowych"
są powtórzeniem opisów zaprezentowanych w
podrozdziałach NG6 do NG6.4 z tomu 12 mojej najnowszej
monografii [1/5].
#B4.1.
Niematerialne nagrody w rodzaju osobistego szczęścia czy pokojowego życia
otrzymywane przez ludzi żyjących wysoce moralnie i praktykujących
totaliztyczną filozofię:
Ludzie którzy prowadzą wysoce moralne
życie są nagradzani przez Boga przez
udostępnienie im całego szeregu niematerialnych
nagród opisanych już poprzednio w punkcie
#B2.1 tej strony - w rodzaju osobistego
szczęścia, spokojnego życia, braku stresu,
respektu bliźnich, itp. Nagrody owe typowo są
odnotowywane przez społeczność w której
owi wysoce moralni ludzie żyją, dostarczając
reszcie tej społeczności dopingu i przykładu
aby też praktykować wysoce moralne życie.
#B4.2.
Wymóg
osiągania nirwany
przez ludzi pragnących skorzystać z tzw.
uwięzionej nieśmiertelności -
działający jako kara i doping dla poprawy swej
moralności przez ludzi zachowujących się niemoralnie:
W punkcie #F3 strony internetowej o nazwie
nirvana_pl.htm
został wyjaśniony podstawowy wymóg dostępu
do tzw.
uwięzionej nieśmiertelności
przez ludzi dysponujących tzw.
wehikułami czasu.
Mianowicie, na ludzi którym społeczeństwo
udostępni tzw. "uwięzioną nieśmiertelność",
tj. których społeczeństwo to zgodzi się powtarzalnie
cofać w czasie do lat ich młodości po każdym
osiągnięciu przez nich wieku starczego, nałożony
musi być warunek, że przed cofnięciem w czasie
do tyłu wykażą się oni osiągnięciem stanu tzw.
"totaliztycznej nirwany".
Owa zaś "nirwana" może być osiągnięta tylko
przez ludzi którzy praktykują w swoim życiu
wysokie zasady moralne. Stąd opisywany tu
wymóg będzie dopingował niemoralnych ludzi
do zarzucenia swoich niemoralnych zachowań
i do rozpoczęcia wysoce moralnego życia.
Jeśli zaś społeczeństwo postanowi NIE wypełniać
tego warunku i zacznie cofać do lat młodości
również niemoralnych ludzi o wysoce pasożytniczej
filozofii, wówczas całe to społeczeństwo zostanie
ukarane i zamiast stawać się coraz szczęśliwsze,
będzie ono coraz bardziej zagłębiało się w stan tzw.
"wieczystego potępienia" opisanego w punkcie #H3 strony
immortality_pl.htm.
#B4.3.
Działanie obecności tzw. "10 sprawiedliwych" - których istnienie nagradza
całą społeczność za przyciąganie do swego grona ludzi praktykujących
totaliztyczną filozofię:
Społeczności które rozumieją korzyści z
posiadania w swoim gronie ludzi wysoce
moralnych, są dodatkowo dopingowane i
nagradzane przez Boga za stwarzanie w
swoim gronie atmosfery sprzyjającej osiedlaniu
się wśród nich takich wysoce moralnych
ludzi. Wszakże tacy wysoce moralni ludzie
służą za przykład dla innych, a stąd cicho
podnoszą oni poziom moralny całej danej
społeczności. Jedna z form takiego nagradzania
przez Boga owych społeczności, polega
na zagwarantowanej im przez Boga ochronie
przed wszelkimi kataklizmami, jeśli tylko
w ich gronie zamieszkuje co najmniej 10
wysoce moralnych osób wypełniających
definicję tzw. "sprawiedliwych". Bóg udzielił
owej gwarancji w Biblii ("Księga Rodzaju",
wersety 18:23-32), zaś jej faktyczne
dotrzymywanie przez Boga w rzeczywistym życiu ja
osobiście sprawdziłem na miejscowości
Petone w Nowej Zelandii (w której mieszkam),
zaś opisałem m.in. w punkcie #I3 strony o nazwie
day26_pl.htm.
Faktycznie też owa Petone, w okolicy której
mieszka w/w "10 sprawiedliwych" o wysoce
totaliztycznej moralności, jest omijana przez
wszelkie kataklizmy jakie ostatnio nieustannie
trapią Nową Zelandię z powodu ześlignięcia
się jej ludności w szpony
filozofii pasożytnictwa,
a jakie to kataklizmy opisuję m.in. w punktach
#C5 do #C6 strony o nazwie
seismograph_pl.htm,
a także w punkcie #D5 strony o nazwie
fruit_pl.htm.
Odnotuj, że wysoce efektywna metoda obrony
przed kataklizmami, bazująca na opisanej tutaj
gwarancji Boga, opisana została w punkcie #C5.1 strony
seismograph_pl.htm
oraz w punkcie #A2.3 strony
totalizm_pl.htm.
#B4.4.
"Przekleństwo wynalazców" - którego następstwa karzą całe społeczności za tolerowanie w swoim gronie niemoralnych ludzi:
Winę za fakt, że w danej społeczności
bezkarnie działają ludzie wysoce niemoralni,
ponosi cała dana społeczność. Wszakże
poprzez zachowywanie bierności i aprobaty
wobec czyichś niemoralnych działań, społeczność
ta daje pozwolenie owym niemoralnym ludziom
na praktykowanie swoich niegodziwych zachowań.
(Jako przykład rozważ kryzys ekonomiczny
który ogarnął ziemię w 2008 roku tylko ponieważ
poszczególne społeczeństwa tolerowały u swoich
bankierów niespotykane łakomstwo i marnowanie
pieniędzy na ich astronomiczne zarobki.) Dlatego
za fakt iż dana społeczność toleruje w swoim
gronie wysoce niemoralnych ludzi i NIE ukróca
ich niegodziwych zachowań, Bóg karze całą
tą społeczność. Aby zaś wyegzekwować
takie karanie, Bóg wymyślił aż kilka mechanizmów
moralnych. Jednym z owych mechanizmów jest
genialny mechanism działania moralności, zwany
"przekleństwem wynalazców".
Z pomocą tego mechanizmu takie tolerujące
niemoralność społeczności faktycznie same
sobie wymierzają odpowiednie kary.
"Przekleństwo wynalazców" jest przykładem
genialnie działającego mechanizmu moralnego,
który zarządza losami całych "intelektów zbiorowych".
Owo "przekleństwo wynalazców" powoduje,
że każdy twórczy wynalazca lub odkrywca żyjący
i działający w gronie danej społeczności, zawsze
jest uzależniany i oddawany w moc najbardziej
niemoralnych, bo najsilniej zagłębionych w
filozofię pasożytnictwa,
reprezentantów tejże społeczności -
co dokładniej wyjaśnia punkt #H1.6 ze strony
newzealand_visit_pl.htm.
W rezultacie, potraktowanie jakie każdy taki
wynalazca lub odkrywca otrzymuje podczas
swoich twórczych wysiłków, jest charakterystyczne
dla poziomu niemoralności jaki osiągnęli najbardziej
niemoralni członkowie owej społeczności. Jeśli
więc dana społeczność toleruje w swoim gronie
wysoce niemoralnych ludzi, wówczas wypracowanie
w niej nowych wynalazków lub odkryć staje się
całkowitą niemożliwością - tak jak np. ja to doświadczałem
w Polsce i w Nowej Zelandii. W rezultacie, poprzez
tracenie korzyści wynikających z powstawania w
jej gronie takich nowych wynalazków lub odkryć
(niektóre z jakich to korzyści opisałem w punktach
#B5 i #I2 poniżej tej strony) owa społeczność sama
siebie karze.
Innymi slowy, owo "przekleństwo wynalazców"
jest "samoregulującym się" mechanizmem
działania moralności. Wszakże powoduje
ono, że niemoralność każdej społeczności
jest karana rękami i działaniami najniemoralniejszych
reprezentantów tejże społeczności. Stąd, np.
jeśli w danej społeczności jej najbardziej niemoralni
reprezentanci są wyjątkowymi paskudami,
wówczas paskudzi ci tak uprzykszają i wyniszczają
swoich rodzimych wynalazców i odkrywców, że
społeczność ta nigdy NIE jest w stanie wypracować
i wdrożyć jakiegokolwiek nowego wynalazku lub
odkrycia - tak jak to się dzieje w Polsce, Nowej Zelandii a nawet w Australii. Stąd sama siebie karze wygenerowaniem
u siebie owej "wynalazczej impotencji" -
po jej przykład z prawdziwego życia patrz strona
boiler_pl.htm.
Taki "samoregulujący się" mechanizm działania
"przekleństwa wynalazców" jest więc genialny -
tylko Bóg mógł go tak dobrze obmyślić i tak
efektywnie wprowadzać w życie.
#B5.
Wynalazki i odkrycia podlegają pod moralność i sprawiedliwość zbiorową, stąd są one objęte następstwami "przekleństwa wynalazców":
Nowe wynalazki dostarczają licznych korzyści
całym społecznościom i całym krajom. Stąd
dokonywanie owych wynalazków jest rządzone
złożonymi mechanizmami moralnymi odnoszącymi
się do całych "intelektów zbiorowych", takimi
właśnie jak wyżej opisane "przekleństwo wynalazców".
Niektórym może się wydawać, że NIE ma znaczenia
w którym kraju czy w jakiej społeczności coś
zostało wynalezione. Wszakże potem z pomocą
międzynarodowego handlu i tak korzysta z tego
cały świat. Jednak jeśli sprawę rozważyć dokładniej,
wówczas się okazuje, że kraje i społeczności
w których dokonane są wynalazki odnoszą z
nich potem cały szereg najróżniejszych korzyści.
Przykładowo, to ich przemysł potem staje się
wiodący w produkcji danego wynalazku,
przynosząc korzyści ekonomiczne temu
krajowi czy tej społeczności. To w nich
muzea chwalą się eksponatami tych wynalazków,
przyciągając do siebie turystów i badaczy.
To mieszkańcy tych krajów i społeczności
stają się dumni ze swoich osiągnięć, tłumacząc
potem tą dumę na szybszy postęp, wyższe zarobki,
wzrost zamożności, renomę i poważanie swych
obywateli ze strony innych krajów, lepsze
życie. Itd., itp. Nie bez powodu, najgorszy
poziom życia i szczęśliwości swoich mieszkańców,
emigracji odpływowej (ucieszki) własnej ludności, poziomu zadłużenia,
a także szacunku i uznania reszty świata,
zawsze wykazują kraje cierpiące właśnie
na ową "wynalazczą impotencję".
Zależnie też od poziomu moralności panującego
w danej społeczności, społeczność ta swoimi
własnymi rękami albo sama się wynagradza
poprzez pozwolenie swoim wynalazcom aby
zbudowali nowe urządzenia techniczne, albo
też sama się karze poprzez wyniszczanie
własnych wynalazców swym postępowaniem
i szykanami. To dlatego odnotowanie że jakiś
kraj cechuje "wynalazcza impotencja" (tj. że
na jego terenie NIE dokonano żadnego istotnego
wynalazku ani odkrycia naukowego) jest jednym
z najlepszych wskaźników iż w kraju tym panuje
zgniły rodzaj moralności (czyli panuje
filozofia pasożytnictwa),
a stąd że jego mieszkańcy tak naprawdę to są
wysoce nieszczęśliwi - nawet jeśli wyglądają
na bogatych.
#B6.
Aby móc poznać i zrozumieć mechanizmy rządzące moralnością i sprawiedliwością
zbiorową, potrzebne są nam analizy ilustracyjnych przykładów - np. losów
wynalazców samolotu gnębionych "przekleństwem wynalazców":
Wnioski opisane powyżej zostały wyciągnięte
w wyniku wielu lat badań i obserwacji. Aby zaś
wykazać czytelnikowi, że faktycznie wnioski te
odzwierciedlają stan rzeczywisty i prawa moralne
faktycznie działające w naszym świecie fizycznym,
poniżej przytoczę analizę moralną na najbardziej
ilustracyjnych ze wszystkich znanych mi wynalazków
i odkryć, włączając w to aż trzy kolejne wynalazki
samolotu.
Część #C:
Polski geniusz techniczny z rosyjskim obywatelstwem, Aleksander Możajski - wynalazca i budowniczy pierwszego latającego samolotu na Ziemi:
#C1.
Oto losy pierwszego pilotowanego samolotu na Ziemi, zbudowanego przez Polaka
(któremu po rozbiorach Polski przypadło obywatelstwo rosyjskie) o nazwisku Aleksander Możajski (1825-1890):
Każdy wynalazek z sukcesem wprowadzony
w życie oraz szeroko upowszechniony wśród
ludzi, faktycznie podnosi poziom cywilizacyjny
całej ludzkości. Praktycznie podnosi więc on
również i jakość codziennego życia każdego
z nas. Nic więc dziwnego, że wynalazcy których
geniusz, przenikliwośc umysłu, badania, odwaga
osobista, wysiłki i dedykacja przyczyniły się
do opracowania i wdrożenia dowolnego wynalazku,
wydobywani są z mroków zapomnienia albo
przez wdzięczną ich zasługom ludzkość,
albo też przez naród jakiemu starali się
służyć swoimi wynalazkami. Niniejsza strona
internetowa bierze na siebie zaszczytny
obowiązek wydobywania z zapomnienia
kolejnego z takich zwolna już zapominanych
wynalazców. Jest to Polak będący jednocześnie
obywatelem Rosji, o nazwisku Aleksander
Teodorowicz Możajski (w oryginalnej pisowni
rosyjskiej Алек
са́ндр
Ф. Можа́
йский,
natomiast Anglicy zwykle pisza jego nazwisko
jako "Aleksandr Fyodorovich Mozhaiski", lub
jako "Alexandr Fyodorovich Mozhaisky", lub
"Alexander Feodorovich Mozhaiski"). (Możajski
był jednym z owych wyjątkowych ludzi w historii
Ziemi, do jakich grona również i ja należę, których
los obdarzył posiadaniem dwóch narodowości
jednocześnie. Mianowicie przez urodzenie był
on Polakiem, natomiast przez prawo był Rosjaninem -
po wyjaśnienie powodów tego stanu rzeczy patrz
następny punkt tej strony.) Możajski zbudował
pierwszy pilotowany przez człowieka samolot na
Ziemi. Jego samolot z sukcesem wzniósł się
w powietrze, zaś po wykonaniu pokazowych akrobacji
i lotu okrężnego z powodzeniem wylądował na tej
samej rampie startowej z jakiej dokonał startu.
Pierwszy oficjalny (pokazowy) lot samolotu
Możajskiego nastąpił latem 1882 roku. Było to
więc około 21 lat przed lotem samolotu Braci
Wright z USA, oraz około 20 lat przed pierwszym
lotem samolotu Nowozelandczyka o nazwisku
Richard Pearse. Pokazowy lot samolotu Możajskiego
obserwowany był przez setki widzów, zaś obszerne
sprawozdania z tego lotu publikowane były w
gazetach ówczesnej carskiej Rosji. Lot ten miał
miejsce na poligonie wojskowym w miejscowości
nazywanej "Krasnoj Sielo" (w oryginalnej pisowni
rosyjskiej nazwa ta brzmi
Красно
й Село)
pod Petersburgiem w carskiej Rosji. Miał on
charakter oficjalnej demonstracji możliwości
samolotu Możajskiego dla urzędników rosyjskiego
cara. Samolot pilotowany był wówczas przez
specjalnie przeszkolonego pilota o nazwisku
I. N. Golubev (w oryginalnej pisowni rosyjskiej
И. Н. Голубев).
Niezwykłością tego pierwszego pilotowanego
samolotu na świecie było, że do napędu swoich
trzech śmigieł używał on trzech bardzo lekkich,
aczkolwiek szczególnie wydajnych silnikow
parowych. Niestety, ten pierwszy wynalazek
samolotu na świecie efektywnie zaduszony
został przez biurokratów carskiej Rosji i nigdy
NIE dołożył swego wkładu do rozwoju technicznego
całej ludzkości. Do dzisiaj jest on niemal zapomniany
nie tylko w Rosji, ale także i w Polsce. Niezależnie
więc od zaprezentowania tu krótkiej historii
samolotu Możajskiego, niejsza strona internetowa
stara się też odpowiedzieć na dodatkowe pytanie
"dlaczego Możajski i jego samolot zostali zapomniani".
Fot. #C1 (T2 z [10]): Stara ilustracja ukazująca oryginalny
Wygląd samolotu Możajskiego ustawionego na rampie startowej.
Była ona narysowana dla miejscowej gazety w 1882 roku,
podczas oficjalnego pokazu lotu tego samolotu dla przedstawicieli
rządu carskiej Rosji. Ilustracja ta była też zreprodukowana
w starej rosyjskiej encyklopedii [1M], skąd ją zaczerpnąłem
do niniejszej strony.
* * *
Możajski był niedocenionym geniuszem inżynierii i faktycznym pionierem awiacji.
Zbudowany przez niego trzyśmigłowy samolot napędzany trzema lekkimi silnikami
parowymi wzniósł się w powietrze jako pierwszy na świecie latem 1882 roku,
czyli na 21 lat wcześniej niż słynny samolot Braci Wright z USA, oraz na 20
lat wcześniej niż samolot Richard'a Pearse z Nowej Zelandii.
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie
na tą fotografię. Ponadto większość wyszukiwarek jakie obecnie są w użyciu pozwala także
na załadowanie każdej ilustracji do swojego
własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją
redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez siebie
software graficznego.
#C2.
Historia Aleksandra Możajskiego i jego samolotu:
Aleksander Możajski urodził się 25 marca
1825 roku w Polskiej rodzinie szlacheckiej,
której rodzinne dobra dziedziczne znajdowały
się we wsi Możary z powiatu owruckiego
na Wołyniu. Oprócz jego rodziny, w carskiej Rosji istaniała jeszcze
jedna rodzina nosząca to samo nazwisko Możajskich, która aż do czasu
swego wygaśnięcia w XVII wieku miała dobra w Możajsku pod Moskwą.
Jednak Polska rodzina szlachecka Możajskich z Wołynia NIE miała nic
wspólnego z ową książęcą rodziną rosyjskich Możajskich mieszkających
pod Moskwą. Miejscem urodzenia Aleksandra Teodorowicza Możajskiego
było miasto Rotschensalm (Kotka) nad zatoką Fińską, gdzie jego ojciec
był dowódcą okrętu wojennego. Owo urodzenie się w rodzinie oficerów
floty spowodowało że również większość swego życia Aleksander Możajski
spędził na służbie w marynarce wojennej. Specjalizował się tam w budowie,
inżynierii, oraz we wsparciu technicznym floty. Podczas swej kariery w
marynarce został awansowany aż do stopnia admirała.
Ciekawostką okresu młodości i początków kariery
zawodowej Możajskiego było, że regularnie raz
do roku zapadał on na jakieś tajemnicze schorzenie
płuc. Owe regularne napady choroby Możajskiego
przypominają więc także i moje własne grzybicowe
infekcje płuc, jakie z regularnością zegarka są
na mnie sprowadzane po nocach w jakich nastąpiło
moje "symulowane" uprowadzenie do UFO.
(Wiecej informacji o tych z całą pewnością celowo
"symulowanych" uprowadzeń do UFO, zawarte jest
w "części #K" odrębnej strony internetowej o nazwie
day26_pl.htm,
a także np. we rozdziale OD z tomu 13
monografii [1/5].)
Jest więc wysoce prawdopodobne, że owe regularne
napady infekcji płuc również sprowadzane były celowo
na Możajskiego przez te same "przekleństwo wynalazców"
jakie opisuję w punkcie #H1 niniejszej strony, a jaka za
pośrednictwem m.in. celowego atakowania jego
zdrowia starała się go powstrzymywać przed
dokonaniem tego co usilował dokonać.
Myśl zbudowania pilotowanego przez
człowieka samolotu zrodziła się w Możajskim już w 1855 roku. Zainspirowały
ją obserwacje lotu ptaków. Po wpadnięciu na tą ideę, Możajski budował wiele
modeli swojego samolotu. Końcowe z tych modeli demonstrowały już bardzo dobre
własności lotne. W 1877 roku przedstawił on oficjalnie projekt swojego samolotu
Głównemu Stowarzyszeniu Inżynierów Rosyjskich. Na rozkaz ówczesnego ministerstwa
wojny powołana została następnie specjalna komisja dla rozpatrzenia realności
budowy jego samolotu. W skład tej komisji wchodził m.in. profesor Mendelejew
(ten sam ktory opracowal Tablice Okresowa Pierwiastków). Komisja ta wydała
pozytywną opinię i
budowa jego samolotu otrzymała błogosławieństwo rządu ówczesnej Rosji. Uprzedzając
prace praktyczne nad swoim samolotem, w dniu 3 listopada 1881 roku Możajski
otrzymał na niego patent. Wykonanie samolotu zostało zlecone przez Możajskiego
najlepszym ówczesnym zakładom przemysłowym. Szczegółowe plany konstrukcyjne
samolotu Aleksandra Możajskiego przygotowane dla jego fabrycznej produkcji
zachowały się do dzisiaj. Są one pokazane na "Fot. #C2". Także do pilotowania
tego samolotu został wytypowany wojskowy o najlepszych skłonnościach w tym
kierunku. Latem 1882 roku jego samolot odbył swój pierwszy oficjalny lot
pokazowy. Zanim jednak lot ten nastąpił, samolot Możajskiego był dokładnie
testowany, dopracowany, zaś jego pilot uczył się jak nim latać. Niestety,
o owych wcześniejszych lotach testowych, obecnie niewiele jest już wiadomo.
Można jedynie się domyślać, że były one trudne do opanowania bo wymagały
ogromnych umiejętności (np. nauka jazdy zwykłym rowerem czy samochodem
początkowo zawsze jest bardzo trudna dla każdego, a przecież poziomu jazdy rowerem
albo samochodem nie można nawet porównywać do poziomu trudności latania samolotem).
Końcowy "oficjalny lot" samolotu Możajskiego
obserwowany był przez ogromną liczbę widzów.
Był też szeroko raportowany przez prasę rosyjską.
Rysunek pokazany na "Fot. #C1" pochodzi właśnie
z ówczesnej gazety. (Wszakże w owych czasach
gazety zatrudniały zawodowych ilustratorów,
których rysunki następnie reprodukowały.
Fotografowanie nie było jeszcze w użyciu.)
Lot tego samolotu okazał się wówczas sensacją,
zaś nazwisko Możajskiego było wtedy na ustach
wszystkich. Niestety, z przyczyn opisanych w punktach #C3 i #H5 tej strony,
osiągnięcie to nie było duplikowane.
Z czasem więc popadło w zupełne zapomnienie.
Po pierwszej udanej próbie lotu swego samolotu,
Możajski usiłował rozwijać dalej ten wynalazek.
Niestety, owo "przekleństwo wynalazców" opisywane
w punkcie #H1 poniżej znalazło sposób aby go
skutecznie powstrzymać. Sposób ten opisałem
dokładniej w punkcie #C3 poniżej. Po kilku latach
dalszych zmagań, to samo "przekleństwo wynalazców"
zdołało w końcu "unieszkodliwić" Możajskiego
fizycznie za pomocą tego samego rodzaju infekcji
pluc, jakim regularnie gnębiło go przez całe jego
życie. Możajski zmarł w nad ranem dnia 1 kwietnia
1890 roku, czyli w dniu jaki zgodnie z tym co
wyjasniłem w podrozdziale V5.4 monografii [1/4],
"symulacje" UFOnautów rezerwują sobie na
oznaczanie historycznie brzemiennych w skutki
własnych ingerencji w naturalny przebieg wydarzen
na Ziemi. Miał wówczas jedynie 65 lat. Gdyby
więc nie następstwa "przekleństwa wynalazców"
które nieustannie go niszczyło, ciągle miałby przed
sobą wiele lat twórczego życia.
Oczywiscie, powyższa historia raportuje jedynie
o suchych faktach, bez zinterpretowania mechanizmów
ukrywających się poza owymi faktami, ani bez
omówienia wymowy "moralnej lekcji" udzielanej
nam za pośrednictwem losów Możajskiego. Owe
mechanizmy i wymowa losów Możajskiego naszkicowane
zostały w oddzielnym punkcie #H2 poniżej.
Fot. #C2: Oto plany techniczne samolotu
Aleksandra Możajskiego opublikowane w starej
rosyjskiej encyklopedii wskazywanej poniżej
jako publikacja [1M].
#C3.
Jakie czynniki fizyczne spowodowały że samolot Aleksandra Możajskiego został zapomniany:
Z historii awiacji wiemy, że samolot amerykańskich
Braci Wright stał się ogromnym przebojem technicznym.
Zaraz też po tym jak wieść o jego zbudowaniu
i sukcesach w locie rozniosła się po świecie,
samolot ten był duplikowany i udoskonalany
przez setki innych ludzi. W ten sposób przyczynił
się do rozwoju awiacji jaki po nim następował
aż do dzisiejszego poziomu. Z kolei sami Bracia
Wright stali się międzynarodowymi gwiazdami
o których pisze prawie każda książka tematycznie
związana z awiacją, oraz na cześć których
odbywają się doroczne festiwale. Natomiast
samolot Możajskiego bardzo szybko został
zapomniany. Rozważmy więc teraz jakie były
powody jego szybkiego popadnięcia w zapomnienie.
Oto najważniejsze z nich:
1.
Zniechęcanie potencjalnych
następców. Samolotu Możajskiego nikt nie duplikował. W jego czasach
był on bowiem na tyle technicznie zaawansowany, że nikt nie widział szansy
na jego wykonanie własnymi siłami gdzieś w tylniej części własnego garażu.
Do lotu używał on też specjalnie wyszkolonego pilota oraz specjalnie
skonstruowanej rampy startowej. (Faktycznie to rampę tą wprowadził Mozajski
celowo. Jako bowiem oficer marynarki wojennej budowal on swój samolot w
taki sposob, aby mógł on startować z pokładu okrętu. Już więc w owych
dawnych czasach genialna przenikliwość jego myśli uświadamiała sobie
korzyści militarne z przyszłego użycia lotniskowców.) Z powodu jednak
swego technicznego wyrafinowania, samolot ten nie oddziaływał na wyobraźnię
innych ludzi, którzy widzieliby siebie samych wznoszących się w tym samolocie
w przestworza z przydomowej łączki. W rezultacie wynalazek Możajskiego
nie pobudził imaginacji innych ludzi zmuszając ich do pójścia jego śladami
i do zbudowania szeregu podobnych samolotów. Samolot Możajskiego okazał
się rodzajem historycznego meteoru, który silnie zabłysnął tylko w czasach
kiedy się pojawił. Kiedy jednak sensacja jego zaistnienia opadła, nikt
nie starał się go odtwarzyć i powielać.
2.
Technologia samolotu nie
była jeszcze otwarta "dla ludu". W czasach budowy samolotu Możajskiego
jego technologia wykonania nie dojrzała jeszcze do powszechnego wdrożenia.
I tak samolot Możajskiego używał trzech skomplikowanych, bo szczególnie
lekkich silnikow parowych o mocach 20, 10, oraz 10 koni mechanicznych.
Złożona technologia wykonania tych silnikow
wymagała aby były one wyprodukowane przez specjalistyczną fabrykę.
Przykładowo trzy silniki używane w jego prototypowym samolocie wykonane
zostały w Anglii. Z kolei jego następny silnik wykonany został w Bałtyckich
Zakładach Produkcyjnych z Petersburga. Podobnie sam samolot Możajskiego
budowany był z dużym nakładem kosztów przez wyspecjalizowane zakłady
przemysłowe. Nie był to więc samolot jaki mógłby zostać zduplikowany
przez innych zainteresowanych hobbystów gdzieś w tylnej części ich
garażu (czy raczej w tyle końskiej wozowni jaka w owych czasach
zastępowała dzisiejsze garaże).
3. Brak zapotrzebowania społecznego na samoloty.
Jako techniczne wysoce złożone urządzenie, samolot Możajskiego miał szansę być duplikowanym
tylko gdyby znalazła się bogata instytucja jaka byłaby zainteresowana w jego posiadaniu i
seryjnej produkcji. W tamtych czasach istniały wprawdzie takie instytucje, jednak ich
decydenci ciągle myśleli w kategoriach zaprzęgów końskich. Były nimi wojsko, poczta,
oraz transport publiczny. Możajski nie zdołał jednak przekonać biurokratów owych instytucji,
że jego samolot może być im przydatny. W rezultacie za jego życia nie pojawiło się
zapotrzebowanie społeczne na ten samolot. Zaś bez takiego zapotrzebowania samolot
ten nie miał szans na wejście do powszechnego użycia.
4. Podwójna narodowość Możajskiego i niejednoznaczności jakie ona wprowadzała. Aleksander Możajski posiadał nietypowy
status narodościowy. Przynależał bowiem aż do dwóch narodowości jednocześnie.
(Ja, dr Jan Pająk, osobiście mogę z nim sympatyzować, bowiem moja sytuacja
narodowościowa jest bardzo podobna. Wszakże ja też jestem jednoczesnym nosicielem
Polskiej i Nowo-Zelandzkiej narodowości. Miałem więc okazję samemu doświadczyć,
jak taka podwójna narodowość działa w praktyce - kiedy to praktycznie żaden z obu narodów uważa takiego dwunarodowościa za "swojego" ziomka.)
U Możajskiego powodem tej podwójnej narodowości było, że urodził się, żył,
oraz pracował w czasach na krótko po ostatnim rozbiorze Polski przez Rosję,
Niemcy i Austrię. Za jego życia Polska więc jako kraj wogóle już nie istniała.
Tymczasem przez urodzenie był on Polakiem, ponieważ wywodził się ze starej polskiej
rodziny szlacheckiej. Jednocześnie jednak przez prawo był on Rosjaninem, ponieważ urodził
się w części dawnej Polski, która w jego czasach znajdowała się pod zaborem
rosyjskim. Całe też jego życie przebiegało w carskiej Rosji. W carskiej Rosji
zdobył swoje wykształcenie inżynierskie. W carskiej Rosji pracował i zarabiał
na życie. W końcu w carskiej Rosji zbudował on swój samolot i zrealizował
pierwsze pilotowane loty na Ziemi.
Niestety, fakt podwójnej narodowości Możajskiego
wywarł bardzo niekorzystny wpływ na podtrzymywanie pamięci o osiągnięciach i sukcesach
tego genialnego wynalazcy i inżyniera. Spowodował on bowiem, że obecnie "nikt Możajskiego
nie kocha", ani też "nikt nie przyznaje się do Możajskiego". Jako taki, on sam, a wraz
z nim jego samolot, szybko popadają w zapomnienie. Powód powszechnego ignorowania
jego osiągnięć i zasług jest bardzo prosty. Wszakże w sensie legalnym był on obywatelem
rosyjskim. Polska i Polacy traktują go więc jako Rosjanina. Stąd nie posiadają narodowej
motywacji aby promować jego pionierskie osiągnięcie. Z kolei Rosja i Rosjanie uważają go
za Polaka, o pamięć którego powinni zadbać Polacy i Polska. Stąd interesy narodowe Rosjan
i Rosji również nie stwarzają motywacji dla upamiętniania jego osiągnięć. W wyniku tego
odpychania od siebie przez oba narody i kraje odpowiedzialności za upamiętnienie osiągnięć
Możajskiego, pierwszy pilotowany samolot jaki wzniósł się w powietrze na Ziemi do dzisiaj
popadł niemal w całkowite zapomnienie. Stąd ani ów samolot, ani Możajski, nie posiadają
nigdzie nawet najmniejszego monumentu czy innego trwałego symbolu jaki by ich upamiętniał.
Z kolei stare książki i gazety jakie opisywały jego osiągnięcie pomału znikają z
powierzchni Ziemi.
5. Rosyjski alfabet. Problem z rosyjskim
alfabetem jest, ze w większej części świata ludzie nie potrafią go czytać. Jest on jedynie
znany Rosjanom i ludziom mieszkającym w strefie wpływów Rosjan. Stąd informacje o
Możajskim i o jego samolocie, jakie publikowane były w rosyjskich gazetach i książkach
niemal wyłącznie z użyciem rosyjskiego alfabetu, nie mogły być czytane przez inne
narodowości. W rezultacie, na przekór że Możajski był sławny w Rosji, poza granicami
Rosji praktycznie niemal nikt o nim nie usłyszał.
Aby lepiej zrozumieć rodzaj trudności i
ogromny galimatias jakie wprowadza sobą użycie alfabetu rosyjskiego, dobrze jest
spróbować użyć jakiejś wyszukiwarki (np. "google.com") w celu odszukania owych
nielicznych, już istniejących stron internetowych o Możajskim -
część z których wskazywana jest pod koniec punktu #C6 tej strony. Okazuje się wówczas,
że aby znaleźć owe strony, koniecznym jest dokonywanie poszukiwań dla całego
szeregu zupełnie odmiennych pisowni nazwiska i imienia Możajskiego. Oto kilka
przykładów owych pisowni, oraz stron internetowych na jakich są one użyte:
(5a) Aleksander Teodorowicz Możajski
(jest to oryginalny polskojęzyczny zapis jego nazwiska - niestety w internecie bardzo trudno jest pisać
to nazwisko z występującym w nim kropkowanym "ż", dlatego zwykle pisze się je z łacińskim "z"),
(5b) Можа́йский
Алекса́ндр
Федорович
(jest to oryginalny rosyjskojęzyczny zapis jego nazwiska wyrażony Cyrylicą
- zauważ że imię jego ojca, które po polsku jest pisane "Teodorowicz" zaś
oznacza "syn Teodora", w języku rosyjskim jest pisane Федорович a stąd na
angielski jest zwykle tłumaczone jako "Feodorovitch"),
(5c) Aleksandr Fyodorovich Mozhaiski
(jest to zapis jego nazwiska otrzymany po przetłumaczeniu Cyrylicy na alfabet łaciński),
(5d) Alexander Feodorovitch Mozhaiski
(jest to zapis w jakim za jego imię użyto angielski odpowiednik tego imienia),
(5e) Alexandr Fyodorovich Mozhaisky
(jest to zapis jego nazwiska otrzymany po przetłumaczeniu Cyrylicy na alfabet angielski),
(5f) Alexander Mozhaiskii
(jest to jeszcze inna postać angielskiego zapisu jego nazwiska).
6. Stygmata przegranej.
Niestety, samolotowi
Możajskiego z czasem przypięta też została stygmata przegranej. Wszakże to NIE ów samolot,
a samolot Braci Wright z USA, był tym który wszedł do trwałego dorobku ludzkości. Zamiast
więc analizować powody dla jakich samolot Możajskiego NIE okazał się sukcesem, oraz wyciągać
z tego historycznego przykładu użyteczne wnioski na przyszłość - tak aby owa sytuacja nie
powtórzyła się już więcej na Ziemi, ludzie raczej wolą zapomnieć o tej przegranej. Tymczasem
gdybyśmy jako cywilizacja faktycznie potrafili z owej porażki nauczyć się czegoś użytecznego (np. jakie wymogi moralne muszą spełniać nowe wynalazki aby Bóg pozwolił je wdrożyć do trwałego dorobku technicznego ludzkości),
wówczas z obecnej przegranej, sytuacja ta zamieniłaby się we wspólną wygraną nas wszystkich.
* * *
Wcale jednak tak nie musi się dziać.
Faktycznie bowiem Aleksander Możajski, czyli genialny Polak/Rosjanin którego
dzisiaj nikt nie kocha oraz do którego nikt się nie przyznaje, faktycznie
jest powodem do dumy dla nas wszystkich. Nie tylko mogą z niego być ogromnie
dumne oba narody i kraje, czyli Polska i Rosja, ale również cała ludzkość
powinna skorzystać z jego historycznego przykładu aby wyciągnąć z niego
użyteczne wnioski na przyszłość. Wszakże Możajski był człowiekiem który
udowodnił niezbicie, że nie istnieje
takie coś jak ograniczenia techniczne dla nowych idei. Zbudował
bowiem nowoczesny samolot w czasach, kiedy najdoskonalszą maszyną na Ziemi
była lokomotywa parowa. W ten sposób wykazał, że tam gdzie istnieje
poprawna idea techniczna, istnieją też możliwości techniczne aby ideę tą urzeczywistnić. (Anglicy mają na to piękne powiedzenie stwierdzające
"where there is a will, there is also a way" - czyli "gdzie pojawia się
wola, tam istnieje też i sposób".) Po prostu nowa idea techniczna wcale
NIE pojawia się w czasach kiedy jeszcze nie może być zrealizowana.
Dla przykladu, dzisiejsze "lotnie " mogły być już zrealizowane w czasach
kiedy Leonardo Da Vinci projektował swoje skrzydła. Tyle że Leonardo Da Vinci nie posiadał wytrwałości i dedykacji Możajskiego, aby znaleźć
sposób na praktyczne wdrożenie tej swojej idei (wdrożył on jednak
praktycznie inne idee, za jakie został lepiej opłacony).
Fot. #C3a: Oto wygląd Polaka z pochodzenia,
zaś Polaka i Rosjanina z obywatelstwa, genialnego
wynalazcy Aleksandra Możajskiego - prawdziwego
pioniera awiacji. Możajski pokazany jest tu wraz z jego
samolotem na 6-kopiejkowym znaczku poczty ZSRR
z 1963 roku.
Fot. #C3b: Oto jeszcze jeden znaczek rosyjski
jaki ilustruje wygląd Polaka z pochodzenia, zaś Polaka i
Rosjanina z obywatelstwa, Aleksandra Możajskiego -
konstruktora pierwszego samolotu na świecie. Znaczek
ten wydany został w 1975 roku. Jego nominał wynosi 6
kopiejek.
Fot. #C3c: Znaczek mongolski z 1990 roku,
wydany z okazji 100 rocznicy śmierci Aleksandra
Możajskiego. Ukazuje on wygląd Możajskiego
oraz jego samolotu.
* * *
Patrząc na powyższe znaczki, nasuwa się pytanie,
dlaczego Polska dotychczas nie wydała jeszcze
nawet jednego choćby najmizerniejszego znaczka
upamiętniającego osiągnięcie tego genialnego jej
syna - patrz punkt #C4 poniżej. Dlaczego Polska i Polacy "wstydzą się"
przyznawać do niego i kultywować jego pamięć.
Jednocześnie jednak pamięć Skłodowskiej, która
pracowała we Francji (a nie w Polsce) oraz która
dopomogła do zbudowania morderczej broni jądrowej,
upamiętnia się w Polsce przy każdej okazji i w niemal
każdej miejscowości - patrz podpis pod "Fot. #H1".
#C4.
Bezskuteczność moich wysiłków aby uhonorować Możajskiego w Polsce (np. brak odpowiedzi polskiej
poczty na mój apel o wydanie przez nią choćby najmizerniejszego pamiątkowego znaczka z okazji jakiejś rocznicy Możajskiego):
W punkcie #I1 poniżej wyjaśniłem, jak cała
Polska i wszyscy Polacy są krzywdzeni,
ponieważ kilku niemoralnych Polaków
zawsze stara się poniżać wszystko co polskie
zaś wywyższać wszystko co obce.
Faktycznie to wygląda na to iż Polska i
Polacy wiodą w świecie w niewdzięczności
i w braku szacunku wobec największych
synów swojego kraju, zaś uświadamianie
i przypominanie Polakom tego faktu jest
moralnym obowiązkiem każdego kto walczy
o moralność, sprawiedliwość i postęp.
Najwyraźniej Polacy NIE zdają sobie
sprawy, że jeśli sami nie będą respektowali
i honorowali swoich największych ludzi,
wówczas nikt inny w świecie też NIE
wykaże im respektu i honoru.
Doskonałym przykładem takiego właśnie
niemoralnego działania są losy mojego
oficjalnego pisma jakie kiedyś wystosowałem
z Nowej Zelandii do dyrekcji "polskiej poczty"
aby uhonorowała Aleksandra Możajskiego
wydaniem okolicznościowego znaczka
z okazji 100 rocznicy jego śmierci. Na przekór,
że w swym liście wyjaśniłem istotność dorobku
tego wynalazcy dla Polski i Polaków, "polska
poczta" NIE tylko że NIE uczyniła nic aby
uhonorować tego polskiego wynalazcę i
geniusza technicznego, ale nawet NIE
pofatygowała się aby odpowiedzieć na
mój oficjalny list.
Ja osobiście nie mam już zamiaru ponownie
pisać do dyrekcji polskiej poczty o powrócenie
do sprawy uhonorowania Aleksandra Możajskiego
wydaniem choćby najmizerniejszego znaczka
jaki by upamiętniał tego Wielkiego Polaka.
Wszakże mój czas jest ograniczony, pisanie
listów konsumuje go sporo, zaś napisanie
do dyrekcji polskiej poczty jest jak wrzucanie
czegoś do "beczki bez dna" lub do "czarnej
dziury" - i NIE otrzymywanie zwrotne nawet
najkrótszej odpowiedzi. Jednak apelowałbym
tu do czytelników aby w imię moralności, postępu,
sprawiedliwości, oraz honoru całego narodu,
napisali do nich chociaż jeden taki list w całym
swoim życiu - na przekór iż z góry wiadomo
że list ten z całą pewnością NIE otrzyma
odpowiedzi i wyląduje w koszu. Wszakże
NIE wolno być biernym wobec niemoralności
i niesprawidliwości dziejowej. Alternatywnie,
jeśli czytelnik zna, lub ma wpływ na, jakikolwiek
inny sposób uhonorowania tego genialnego
wynalazcy, np. poprzez wybicie monety
na jego cześć, nazwanie ulicy jego nazwiskiem,
wybudowanie mu pomnika, zorganizowanie
mu jakiejś wystawy w którymś z polskich
muzeów, itp., również apelowałbym albo o
zwracanie się w tej sprawie do odpowiednich
decydentów i instytucji, albo też o osobiste
spowodowanie wdrożenia takiej idei. Wszakże
okazji dla takiego uhonorowania daje się znaleźć
ile tylko ktoś zechce. Można np. wydać serię
znaczków upamiętniających polskich wynalazców
i odkrywców przy okazji dowolnej rocznicy, zaś
do serii owej włączyć też znaczek o Możajskim
(a jeśli się da to włączyć również i znaczki o
innych wielkich, choć dotychczas niedocenianych,
Polakach - np. tych o których piszę w "części #I"
tej strony).
Ja ze swej strony jak tylko mogę tak staram
się ilustrować potrzebę i wskazywać sposoby
uhonorowania zarówno Aleksandra Możajskiego,
jak i innych Wielkich Polaków zapomnianych
przez Polskę i przez swoich rodaków - np.
tych których upamiętniłem w "części #I" tej
strony. Jak tylko też mogę tak apeluję do innych
Polaków aby czynili to samo. Przykładowo,
właśnie w ramach tego uhonorowywania powstała
niniejsza strona - publikowana w aż dwóch językach,
tj. polskim i angielskim. Apeluję także o prostowanie
wpisów w Wikipedii, tak aby wyraźnie z niej wynikało
że Aleksander Możajski był Polakiem i tylko z powodu
rozbiorów Polski posiadał obywatelstwo rosyjskie.
(Ja sam, niestety, NIE jestem w stanie dokonywać
wszystkich takich korekt i sprostowań.) Wszakże
jeśli tego faktu NIE uwypukli się w światowych
opracowaniach, wówczas światowa opinia publiczna
NIE będzie wiedziała że Możajski był Polakiem, tak
jak ów świat nadal sądzi że Copernicus (tj. Mikołaj
Kopernik) był Włochem, Columbus (tj. Krzysztof
Kolumb) był Hiszpanem lub Włochem, zaś tzw.
"Fotografia Kirlianowska" została wynaleziona
przez Rosjanina - po sprostowania których to
szczegółów patrz "część #I" niniejszej strony.
Proponuję także aby Polska poszła za przykładem
Japonii i Australii zaś Polski Sejm oficjalnie
uchwalił wykaz "Narodowych Ludzkich
Skarbów Polski" - na który to wykaz włączony
byłby m.in. Możajski, a także praktycznie
każdy z Wielkich Polaków opisanych w
"części #I" tej strony. (Po przykład takiego
wykazu ustanowionego oficjalnie przez Australię
patrz artykuł [1#C4] zatytułowany
"Kaylie and Olivia join living treasures" (tj. "Kaylie
i Olivia włączone do wykazu żyjących skarbów"),
ze strony B3 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie datowane w poniedziałek (Monday), March 5, 2012.)
Wszakże gdyby Polska wpisała owych Wielkich
Polaków na wykaz swoich "Narodowych Ludzkich
Skarbów Polski", wówczas cała reszta świata
musiałaby zacząć zwracać na ten fakt swoją
uwagę i zacząć respektować polskie pochodzenie
owych osób.
#C5.
W jaki sposób samolot Możajskiego zastał zapomniany:
Aleksander Możajski i jego samolot nie zostali
zapomniani natychmiast. Proces ich zapominania był raczej stopniowy. Ja osobiście
ciągle pamiętam, że do około lat 1960-tych, Możajski i jego lot byli upamiętniani
w mówionej tradycji rodzinnej wielu Polaków. Wszakże rodzice lub rodziny ludzi żyjących
do lat 1960-tych, albo znali go osobiście, albo też osobiście słyszeli o jego osiągnięciach.
To właśnie w latach 1960-tych słyszałem o Możajskim aż od dwóch swoich nauczycieli,
tj. od mojego nauczyciela fizyki w szkole średniej, a także od mojego wykładowcy
hydromechaniki na Politechnice Wrocławskiej. Posądzam, że oboje oni wiedzieli o
Możajskim z rodzinnych przekazów mówionych. Ponadto do lat 1960-tych w Polsce powszechnie
dostępna była literatura pisana jaka upamiętniała Możajskiego i jego samolot.
Potem jednak ludzie którzy ciągle o nim pamiętali zaczęli wymierać. Również
książki jakie opisywały jego osiągnięcia pomału zaczęły znikać. Jednocześnie
Polska i Rosja zaczęły być zalewane książkami które wmawiały ludziom, że pierwszy
samolot na świecie został zbudowany przez Braci Wright z USA, zaś awiacja wogóle
nie istaniała przed Braćmi Wright. Literatura ta pomału wyparła z pamięci ludzkiej
informacje na temat samolotu Możajskiego.
* * *
W tym miejscu warto podkreślić, że samolot
Możajskiego wogóle nie konkuruje z samolotem
Braci Wright, a raczej go uzupełnia. Wszakże
to tylko samolot Braci Wright wszedł na trwałe
do dorobku technicznego ludzkości. Natomiast
samolot Możajskiego był jedynie "historyczną
lekcją moralną", z jakiej teraz powinniśmy
wyciągnąć użyteczne wnioski. Poprzez
zaniechanie ignorowania jego istnienia,
my wszyscy, tj. cała ludzkość, tylko na
tym skorzystamy. Za każdym bowiem
razem kiedy na Ziemi pojawia się następna
nowa idea techniczna, taka jak np. mój statek kosmiczny
magnokraft
z napędem magnetycznym, ów historyczny
przykład samolotu Możajskiego daje nam
lepszą perspektywę, a także historyczne
doświadczenie, co do stanowiska jakie
wobec tej nowej idei powinna obecnie
przyjmować cała nasza cywilizacja.
#C6.
Publikacje w jakich można znaleźć informacje pisane o Aleksandrze Możajskim i o jego samolocie:
Niestety, na temat Aleksandra Możajskiego
i jego samolotu nie istnieje obecnie zbyt wiele źródeł pisanych. Polacy wiedzieli o nim
dosyć sporo zaraz po drugiej wojnie światowej, kiedy na jego temat ciągle prowadzone
były jakieś badania historyczne, oraz kiedy pamięć o nim ciągle była żywa u starszych
ludzi. Jednak w miarę upływu czasu wiedza o Możajskim i jego pionierskim samolocie
szybko zanikała. Ja po raz pierwszy dowiedziałem się o nim od swojego ulubionego
nauczyciela fizyki z Liceum Ogólnokształcącego w Miliczu. Nauczyciel ten nosił nazwisko
Mieczysław Tomaszewski.
Obecnie już nie żyje (zmarł na Alzhaimera około
2002 roku). Posądzam, że wiedział on o Mażajskim z przekazów rodzinnych - prawdopodobnie
jego przodkowie osobiście znali albo kogoś z rodziny Możajskiego, albo nawet
samego Możajskiego. Pan Mieczysław Tomaszewski wiedział bowiem wiele szczegółów
na temat życia i działalności Możajskiego, jakich nie spotkałem później w żadnej
publikacji na jego temat. Niektóre z ciekawostek opublikowanych na niniejszej
stronie, poznałem właśnie od owego mojego ulubionego nauczyciela fizyki z liceum.
* * *
Zainspirowany i zaciekawiony informacjami
przekazanymi mi przez mojego ulubionego
nauczyciela fizyki ze szkoły średniej, ja sam
też starałem się dowiedzieć więcej na temat
pierwszego samolotu na świecie oraz jego
genialnego twórcy, który niezależnie od
bycia Rosjaninem był przecież i Polakiem.
Kiedy więc jeszcze w czasach licealnych
przypadkowo natknąłem się u swojego
kolegi na książkę [0M] poświęconą
opisowi życia Możajskiego i jego samolotu,
natychmiast zahandlowałem tą książkę,
aby mieć ją na własność. Dzięki temu,
w swoich latach licealnych posiadałem
na własność polskojęzyczną książkę o
Możajskim i o jego samolocie. Kiedy ją
zdobyłem książka ta była już dosyć stara.
Posądzam więc, że była wydana wkrótce
po drugiej wojnie światowej, tj. w późnych
latach 1940-ch lub w początkowych latach
1950-tych. Niestety, kiedy podczas wakacji
w 2004 roku starałem się odnaleźć tą książkę
w swoim rodzinnym domu, okazało się że
w międzyczasie zaginęła (minęło wszakże
ponad 40 lat od czasu kiedy ją zdobyłem
i czytałem). Niemniej sam fakt, że ją posiadałem,
oznacza że kiedyś książka o Możajskim
i jego samolocie była publikowana w Polsce,
a także że zapewne gdzieś zachowały się
inne egzemplarze tej książki. Poszukując
w antykwariatach, być może da się ją
gdzieś znaleźć. Obecnie niewiele już
pamiętam na temat tamtej książki - tj.
nie pamiętam ani jej tytułu, ani nazwiska
autora. Pamiętam jedynie, że zreprodukowany
w niej był ze starej gazety rosyjskiej ów
rysunek samolotu Możajskiego stojącego
na rampie startowej, jaki na niniejszej
stronie pokazany jest na "Fot. #C1".
Pamiętam też, że książka ta była napisana
po polsku, że była relatywnie gruba, że
wielokrotnie podkreślała ona fakt, iż
pierwszy samolot na świecie był
zbudowany przez Polaka będącego
jednocześnie obywatelem rosyjskim
(być może, iż napisana ona i wydana
została przez jakąś polską fundację
historyczną powołaną dla podnoszenia
świadomości narodowej wśród powojennych
Polaków), a także że była ona doskonale
podbudowana badaniami historycznymi,
bowiem dawała dosyć dokładny przegląd
życia Możajskiego, jego twórczości wynalazczej,
pracy inżynierskiej, oraz jego bezskutecznych
zmagań z urzędasami carskiej Rosji o uznanie
potrzeby dla podjęcia seryjnej budowy jego samolotu.
* * *
Niezależnie od powyższych, do samolotu
Możajskiego referował też na jednym ze
swoich wykładów mój wykładowca Mechaniki
Płynów na Politechnice Wrocławskiej,
Profesor Z. Gabryszewski.
Ja zwróciłem uwagę na jego dygresję na temat tego
samolotu, ponieważ wcześniej osobiście
zainteresowałem się Możajskim i stąd
przestał on dla mnie być anonimową
postacią z historii, a był Polakiem walczącym
o swój wynalazek z biurokratami carskiej Rosji.
Profesor Gabryszewski również podkreślał
w swojej dygresji, że pierwszy samolot na
świecie zbudowany został i oblatany w carskiej
Rosji przez wynalazcę polskiego pochodzenia.
* * *
Kiedy odkryłem podczas wakacji w Polsce latem
2004 roku, że moja własna książka [0M] o samolocie
Możajskiego zaginęła, natychmiast zacząłem
tam szukać innych źródeł pisanych na ten
sam temat. Wszakże Polska posiada więcej
źródeł pisanych o 19-wiecznej Rosji, niż Nowa
Zelandia w jakiej obecnie mieszkam. Moje
poszukiwania przyniosły owoce. Znalazłem
bowiem opis samolotu Możajskiego w tomie
1 starej rosyjskiej encyklopedii [1M],
zatytułowanej: Wielka Encyklopedia Rosyjska
(w rosyjskojęzycznym oryginale zatytułowana
Большая Советская Энциклопедия,
co alfabetem łacińskim zwykle jest zapisywane jako Bolshaya Sovetskaya Entsiklopediya),
Tom 1 "A - Aktualizm", drugie wydanie, przewodniczący zespołu autorskiego C. I.
Babilov, opublikowana w dniu 15 grudnia 1949 roku przez Państwowe Wydawnictwo
Naukowe "Great Soviet Encyclopedia", Moskwa, Pokrovskij Bulvar, d. 8; 633 stron,
twarda okładka), strony 90 do 94, patrz tam pod hasłem "Aviacija".
* * *
Po tym jak opublikowałem niniejszą stronę
internetową, otrzymałem email od jednego z czytelników, Gracjana Szymonowicza.
Wskazał mi on dane wydawnicze jeszcze jednej (niedawnej) polskojęzycznej publikacji
na temat Możajskiego i jego samolotu. Publikacja ta to artykuł [2M] pióra
Jana Ciechanowicza, zatytułowany Admirał Aleksander Możajski - konstruktor samolotów,
opublikowany na stronach 153 do 162 polskojęzycznego periodyka o tytule
"Prace Historyczno-Archiwalne",
Tom XI, opublikowanego w Rzeszowie, Polska, 2002 rok, przez Archiwum Państwowe w Rzeszowie,
Regionalne Towarzystwo Badań nad Historią Mniejszości Narodowych w Rzeszowie,
oraz Polskie Towarzystwo Historyczne oddział w Rzeszowie (ISSN 1231-3335). Ewentualne
zapytania w sprawie owej publikacji [2M] (czy prośby o ewentualne udostępnienie jej
kopii do poczytania) kierować można na ręce Gracjana Szymonowicza, którego adresy
emailowe brzmią
gracjan0@aster.pl lub
gracjanss@wp.pl.
* * *
We wrześniu 2004 roku kolejny czytelnik
niniejszej strony przesłał mi dane bibliograficzne dwóch następnych książek
o Aleksandrze Możajskim, opublikowanych w Rosji. Niestety, dane te zapisane
były alfabetem angielskim a nie Cyrylicą. Oto powtórzenie owych danych jakie
wówczas otrzymałem: [3M] ALEXANDER FJODOROWISCH MOZHAISKY, 1825-1890,
pióra W. Krylow, opublikowany w ZSRR w 1951 roku; książkę tą przetlumaczono
też na język niemiecki i opublikowano w Berlinie pod tytułem
Alexander Fjodorowitsch Moshaiski - Die Geschichte der Luftfahrt
(Berlin, Neues Leben, 1953. Mit einigen Abbildungen. VII, 207 S.); [4M]
MOZHAISKY - THE CREATOR OF THE FIRST PLANE IN THE WORLD, by Chyertemnkh and
AF Shipilov, opublikowany w Moskwie, ZSRR, w 1956 roku. Niezależnie od tego,
na temat owego wynalazcy pojawił się też dobry artykuł w wydaniu periodyka
"Aeroplane" datowanym w styczniu (January) 2003 - patrz strona internetowa
www.aeroplanemonthly.com.
* * *
Podsumowanie najistotniejszych informacji
które zdobyłem na temat Możajskiego oraz
jego samolotu, włączając w to rosyjska pisownię
nazw i nazwisk istotnych dla dziejów tego samolotu, zawarłem takze w podrozdziale O1 z tomu
12 mojej monografii [1/4] "Zaawansowane urządzenia magnetyczne", jakiej nieodpłatne
egzemplarze można sobie sprowadzić ze stron internetowych o nazwach
tekst_1_4.htm.
* * *
Istnieje już kilka stron internetowych o Możajskim.
Jednak strony te dosyć trudno jest znaleźć
za pośrednictwem wyszukiwarek. Wszakże
nazwisko Możajskiego zapisują one w sposób
będący tłumaczeniem rosyjskiej Cyrylicy na
litery angielskie lub łacińskie. Dlatego jego
nazwisko, a stąd także słowa kluczowe i
nazwy owych stron, pisane są na wiele
najróżniejszych sposobów - jakie już omawiałem w (5) z punktu #C5 tej strony. Poniżej przytaczam
adresy kilku najpopularniejszych z tych stron
jakie istniały w internecie 2004 roku
(większość z tych stron jest w języku angielskim,
pierwsza zaś w języku rosyjskim). Oto one:
www.hrono.ru/biograf/mozhaiski.html,
www.flyingmachines.org/moz.html,
www.ctie.monash.edu.au/hargrave/mozhaisky.html,
www.pilotfriend.com,
www.geocities.com/aerohydro/mfm/scale1.htm.
Część #D:
Nowozelandczyk, Richard Pearse - niezależny wynalazca i budowniczy drugiego latającego samolotu na Ziemi:
#D1.
Samolot Nowozelandczyka o nazwisku Richard William Pearse:
Kolejnym relatywnie dobrze udokumentowanym oraz niezależnym
od innych wynalazcą i budowniczym samolotu, był Nowozelandczyk o nazwisku Richard William
Pearse (1877-1953). Wynalazca ten pochodził z niewielkiej miejscowości nazywanej
"Pleasant Point" czyli "Przyjemne Miejsce". (Niestety, wcale nie okazało się
ono "przyjemne" dla Richard'a Pearse. Przykładowo tamtejsi ludzie przezywali go
małostkowo "Mad Pearse" - co znaczy "pomylony Pearse", oraz "Bamboo Dick" - co
znaczy "bambusowy huj".) Sporo materiału dowodowego wskazuje, że pierwszy lot
jego samolotu miał miejsce 31 marca 1902 roku, czyli na około rok przed słynnym
lotem samolotu Braci Wright z USA.
Fot. #D1 (T3 z [10]): Oto zdjęcie jakie kiedyś wykonałem
przy pomniku wystawionym w Nowej Zelandii Richard'owi
Pearse i jego samolotowi. (Osoba stojąca przy samochodzie
to ja, tj. dr inż. Jan Pająk.) Pomnik ten stoi niedaleko małej
miejscowości nowozelandzkiej zwanej "Pleasant Point".
Pearse zbudował samolot, jaki był pierwszym w Nowej Zelandii.
Samolot Pearse wzbił się w powietrze w dniu 31 marca
1902 roku, czyli na około 20 lat po samolocie Polaka/Rosjanina,
Aleksandra Możajskiego (aczkolwiek ciągle na około jeden
rok przed samolotem Braci Wright).
Niestety, Możajskiemu
nikt nie stawia pomników. Faktycznie sytuacja wygląda tak
jakby Możajski i jego pionierski samolot zostali już zupełnie
zapomniani przez wszystkich, włączając w to jego własnych
rodaków. A traci przez to nie tylko Polska i Polacy (co
wyjaśniam w punkcie #I1 tej strony), ale również i cała
nasza cywilizacja. Czas więc aby zbudzić się z letargu,
wydobyć Możajskiego z zapomnienia, oraz zacząć wyciągać
właściwe wnioski z historycznych lekcji moralnych jakie
cała ludzkość otrzymała za pośrednictwem jego samolotu.
#D2.
Jak ów genialny nowozelandzki wynalazca samolotu, czyli Richard William Pearse, został
prześladowaniami swoich własnych ziomków doprowadzony do szaleństwa i wylądował w szpitalu wariatów:
Co nas ponownie uderza w historii wynalazku
Richarda Pearse, to że on również poddany
został prześladowaniom jakie przez owo omawiane w punkcie #H2 poniżej tzw. "przekleństwo
wynalazców" były umiejętnie kierowane wybiorczo
na niego. Ponieważ jego metoda budowy samolotu
nie zależała od biurokratów, owo inteligentnie
działające "przekleństwo wynalazców" zniszczyło
go metodami doskonale dostosowanymi do jego
sytuacji. Przykładowo podcięło ono jego wiarę
w siebie w wyniku zgodnego wrzasku potępienia wydobywającego
się z ust jego sąsiadów i znajomych. Odcięło go
od moralnego wsparcia i pomocy bliskich mu ludzi.
Uczyniło też z niego wyrzutka społeczeństwa tylko
dlatego że swym wysoce moralnym postepowaniem
starał się osiągnąć coś istotnego dla ludzkości.
Podczas gdy główna metoda niszczenia samolotu
Możajskiego przez owo opisywane w punkcie #H1
poniżej "przekleństwo wynalazców" polegała na
mnożeniu przed nim przeszkód biurokratycznych,
w przypadku Richarda Pearse główną metodą
niszczenia jego samego i jego samolotu okazało
się spuszczenie z uwięzi małostkowości i prowincjonalności
ludzi którzy go otaczali i od których zależało jego
zdrowie psychiczne i samopoczucie. Richard Pearse
sam budowal swoj samolot. Nie był więc zależny
od jakichś biurokratów którzy mogliby powstrzymać
jego działania. Jednak był on podatny na nacisk
otoczenia, oraz potrzebował moralnego wsparcia
w swych działaniach. Dlatego zaraz po podjęciu
budowy swego samolotu, Mr Pearse szybko został
obwieszczony wariatem i "spalony na stosie" przez
swoich własnych ziomków (tj. przez innych Nowozelandczyków).
Jego sąsiedzi zaczęli wytykać go palcami, miejscowe
dzieci za nim biegały i wyzywały go od wariatów i
od głupców, nikt też nie chciał się z nim zadawać
ani przyjaźnić. Za jego wysoce moralne wysiłki
zbudowania samolotu, jego szczególnie niemoralne
i złośliwe otoczenie uczyniło więc z niego wyrzutka
społeczeństwa i spowodowalo że zakończył swe życie
w szpitalu psychiatrycznym. Jeden dziwny "zbieg
okolicznosci" jaki moze szokować każdego, to że
w 1911 roku Richard Pearse ciężko zachorowal
na tyfus (typhoid) - znaczy na chorobę jaka zabiła
Wilbur'a Wright (być może że ów "zbieg okoliczności"
też ma coś do czynienia z owym "przekleństwem
wynalazców" ktore dyskutowane jest w punkcie
#H1 poniżej).
Fot. #D2: Oto znaczek nowozelandzki
o nominale 80 centów, z 1990 roku. Ukazuje on
wygląd Richard's Pearse oraz jego samolotu.
W chwili obecnej Nowozelandczycy usiłują odzyskać
dla siebie choćby część zaszczytów i nagród jakie
przynależą się budowniczym pierwszego samolotu.
Dlatego też wystawili Richardowi Pearse pomniki,
zbudowali mu muzeum, oraz poświęcili mu nawet
znaczek. Wszakże opisana w punkcie #H1 poniżej
"wynalazcza impotencja" i "przekleństwo wynalazców"
które panują w Nowej Zelandii, powodują że ów kraj
NIE ma praktycznie żadnego istotnego wynalazku
którym mógłby poszczycić się przed resztą świata.
Dlatego Nowozelandczycy starają się przypisać
swemu krajowi każdy wynalazek który choćby "otarł
się jakoś" o ich ziemię czy ludzi (wszakże podobno
"tonący brzytwy się chwyta"). Przykładowo, przez
dziesięciolecia Nowa Zelandia walczy z Australią
(w której również panuje "wynalazcza impotencja"
oraz działa silne "przekleństwo wynalazców") o
przypisanie sobie wynalazku
"pavlova" -
tj. rodzaju słodkiego ciasta z białka jajkowego jakie
w Polsce (a zapewne i w Rosji) znane jest przez
wieki - w Polsce najczęsciej nazywane "tort/beza"
na białkach z jajek. Kiedy więc w końcu brytyjski
"Oxford English Dictionary"
napisał że "pavlova" wynaleziona została w Nowej
Zelandii (patrz artykuł "Sweet revenge for NZ over
Australia's pavlova claims" (tj. "Słodka zemsta dla
NZ nad Australijskimi roszczeniami do pavlova")
ze strony A17 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post Weekend
(wydanie z soboty (Saturday), December 4, 2010),
stało się to niemal powodem do ogłoszenia święta
narodowego. Tymczasem recepturę na ovą "pavlova"
prawdopodobnie przekazała Nowej Zelandii i Australii
doskonała rosyjska baletnica zwana
Anna Pavlovna (Matveievna) Pavlova (12 February 1881 - 23 January 1931)
która w latach 1920-tych występowała w obu tych
krajach. Wkład więc Nowozelandczyków i Australijczyków
w takim przypadku ograniczałby się do dania temu
ciastu nowej nazwy - tak jak to uczynili z chińskim
owocem oryginalnie zwanym "Chinese gooseberry"
który Nowozelandczycy przemianowali na "Kiwi"
poczym przyjęli za swój własny owoc - patrz punkty
#D5 i #I2 na stronie
fruit_pl.htm.
Powyższe wzmiankuję aby uświadomić istotną
"lekcję moralną" jaką ma ujawnić niniejsza strona
obywatelom wszystkich tych krajów w których silnie
działa opisywane tu "przekleństwo wynalazców"
jakie powoduje podobną "wynalazczą impotencję"
w twórczym życiu ich kraju. Mianowicie, lekcja
ta stwierdza "zaprzestańmy wysoce niemoralnego
prześladowania twórczych ludzi swego otoczenia
i kraju, oraz zacznijmy aktywnie poskramiać tych
naszych współziomków których przyłapujemy iż rozpętują
oni takie prześladowania zależnych od nich twórców".
Wszystko bowiem co ludzkość posiadła, czyli
czym owi niemoralni prześladowcy napychają
swoje żołądki i na czym wygodnie sadzają swoje
tyłki, istnieje właśnie dzięki wysiłkom twórczych ludzi.
#D3.
Każdy wynalazca zniszczony przez swoich ziomków,
to nigdy już nienaprawialna strata NIE tylko dla danej
społeczności, ale także dla całej ludzkiej cywilizacji:
Zapewne nie trzeba tutaj już podkreślać jak
bardzo szkoda że wynalazek Pearse'a spotkał
taki los. Wszakże w przeciwieństwie do samolotu
Możajskiego, samolot Pearse'a nosił wszelkie
atrybuty aby być powtarzalnie replikowanym
przez "szerokie masy". Posiadał on już bowiem
prosty w wykonaniu spalinowy silnik, jaki dawał
się zreplikować "w tylniej części garażu".
Konstukcja samego samolotu była prosta
i łatwa do zreplikowania przez indywidualnych
hobbystów. Ponadto samolot ten startował
ze zwykłej łąki. Był więc w stanie pobudzać
wyobraźnię ludzi - ponieważ nadawał się
do wynoszenia w powietrze każdego kto
go zbudował. Niestety, z powodu małostkowości
własnych współziomków Richard'a Pearse
oraz ich podatności na telepatyczne i
hipnotyczne manipulowanie, informacja
o tym samolocie i tym osiągnięciu nigdy
nie zdołała się przebić do wiadomości
reszty świata. Z kolei bez upowszechnienia
się informacji na jego temat, wynalazek
Richarda Pearse nigdy nie był w stanie
zostać masowo zreplikowanym, a w ten
sposób dołożyć swój wkład do technicznego
rozwoju ludzkości. Nic już mu nie pomaga,
że obecne pokolenia Nowozelandczyków
wydają spore sumy na budowanie mu
pomników i na replikowanie jego samolotu.
Znaczy, że dopiero teraz doceniają jego
wysiłki potomkowie tych samych Nowozelandczyków,
którzy swoimi prześladowaniami doprowadzili
tego zdolnego wynalazcę do szaleństwa,
oraz którzy kiedyś wstydzili się swojego
rodzimego "pomyleńca" starającego się
zbudować to co przez najznamienitszych
naukowców tamtych czasów obwieszczane
było jako niemożliwe. Jest bardzo niefortunne,
że uznanie dla jego wysiłków przyszło
dopiero kiedy nie może już mu dopomóc
(aczkolwiek "lepiej późno niż wcale").
Wszakże gdyby otrzymał on jakąkolwiek
pomoc od swoich rodaków kiedy faktycznie
jej potrzebował, historia potoczyłaby
się zupełnie inaczej - nawet gdyby
owa pomoc nosiła tylko moralny charakter.
Nie muszę tu już dodawać, że przez wszystkie
owe lata które minęły już od czasów budowy samolotu
Pearse'a, dosłownie NIC się NIE zmieniło w postawach
i postępowaniu ludzi. Dokładnie bowiem takie
same potraktowanie jakie właśni "ziomkowie"
zaserwowali Richard'owi Pearse, doświadczyłem
też i ja i to zarówno od swoich nowozelandzkich,
jak i od polskich, współziomków - po więcej
szczegółów na ten temat patrz opisy moich
kłopotów na uczelniach Nowej Zelandii kiedy
moi przełożeni dowiadywali się tam o moich
wynalazkach i odkryciach, a także patrz moje
bezskuteczne próby podjęcia w Polsce pracy
nad swą rozprawą habilitacyjną na temat
magnokraftu i
komory oscylacyjnej -
opisywane np. w punkcie #J1 strony o nazwie
magnocraft_pl.htm,
czy też patrz przypadek kiedy jedna z uczelni w
Polsce chciała mi zaoferować pozycję profesora,
na co jednak polskie ministerstwo oświaty NIE
wyraziło swojej zgody (na przekór iż udokumentowałem
im iż na Zachodzie byłem już zatrudniony na
aż kilku profesorskich stanowiskach) - po opisy
tego przypadku patrz (2) z punktu #K3 na stronie
fe_cell_pl.htm
lub patrz (5) z punktu #F3 na stronie o nazwie
god_istnieje.htm.
Część #E:
Amerykanie, Bracia Wright - wynalazcy i budowniczowie trzeciego latającego samolotu na Ziemi który
jako pierwszy na świecie zdołał wejść na stałe do trwalego dorobku technicznego ludzkości:
#E1.
Samolot amerykańskich braci Orville Wright i Wilbur Wright:
Co najmniej trzeci raz z rzędu, samolot został
wynaleziony zupełnie niezależnie przez słynnych
Braci Wright z USA (o imionach
Orville Wright i Wilbur Wright). Pierwszy
lot ich historycznego samolotu odbył się
w dniu 17 grudnia 1903 roku. Dopiero ich
samolot zdołał w końcu "przebić się" przez
bariery hermetycznej blokady ziemskich
wynalazków, jakie zostały nałożone na
ludzkość przez owo "przekleństwo wynalazców"
które opisuję w punkcie #H1 poniżej i w punkcie
#B4.4 powyżej na tej stronie.
Jednak nawet wówczas to "przebicie się"
samolotu Braci Wright przez hermetyczne
bariery celowego niedoinformowania i
autorytatywnego zaprzeczania nastąpiło
jedynie z powodu bardzo korzystnego
ciągu "zbiegów okoliczności" (a ściślej,
zgodnie z tym co wyjaśniono na stronie
internetowej
morals_pl.htm,
dzięki zadziałaniu tzw. "praw moralnych").
Mianowicie łąka na której Bracia Wright
przeprowadzali swoje próby lotów, znajdowała
się w pobliżu często uczęszczanej linii kolejowej.
Stąd wielu podróżujących ową koleją, w tym
sporo dziennikarzy, na własne oczy widziało
pierwsze loty tego samolotu i następnie
rozprzestrzeniło wiedzę na ich temat wśród
innych ludzi. Całe szczęście więc dla
ludzkości, że samolot Braci Wright zdołał
się w końcu przebić do wiadomości społeczeństwa,
na przekór owej hermetycznej blokady
nałożonej na oficjalne publikatory przez
ową niemoralną atmosferę jaka panuje na Ziemi.
Ileż jednak innych wynalazków nie jest
w stanie przez bariery ludzkiej niemoralności się "przebić".
Część z owych wynalazków, np. tzw.
"urządzenia darmowej energii" -
jakie dzisiaj borykają się z dokładnie takimi
samymi trudnościami jak pierwsze samoloty
na Ziemi, opisuję na odrębnych stronach
im poświęconych, np. na stronach o nazwach:
free_energy_pl.htm,
telekinetyka.htm,
fe_cell_pl.htm,
newzealand_visit_pl.htm, czy
eco_cars_pl.htm.
Jak we wszystkich poprzednich przypadkach,
również i w przypadku wynalazku samolotu
Braci Wright, omawiane tutaj "przekleństwo
wynalazców " dosłownie jakby czyniło wszystko
co leżało w mocy tego "przekleństwa" aby
zapobiec ich sukcesowi. Na temat kłód jakie
przekleństwo to rzucało im pod nogi można
czytać bez końca w niezliczonych opracowaniach.
Ponadto, przekleństwo to wywierało na nich
nacisk psychologiczny. I tak przykładowo
najróżniejsze autorytety naukowe w USA
prześcigały się w zaprzeczaniu możliwości
zbudowania maszyny cięższej od powietrza.
Większość publikatorów wyszydzała każdego
kto choćby kontemplował możliwość latania.
Z kolei społeczeństwo amerykanskie ogarniał
wówczas rodzaj histerii anty-lotniczej. Nikt też
nie chciał oficjalnie publikować czegokolwiek
pozytywnego lub potwierdzającego na temat
cięższych od powietrza maszyn latających.
(Innymi słowy, sytuacja w sprawie budowy
"samolotów" dokładnie wówczas odpowiadała
dzisiejszej sytuacji na Ziemi w sprawie budowy
"urządzeń darmowej energii " opisywanych
w poprzednim paragrafie.) Nie trzeba tu już
dodawać, jak wszystkie te szykany, słowa
potępienia, oraz pomówienia "dały się w skórę"
Braciom Wright. Jednak, na szczęście dla
wynalazku samolotu, owemu "przekleństwu
wynalazców" tym razem nie udało się złamać i zniszczyć
obu braci przeszkodami biurokratycznymi.
Nie powstrzymały ich też ani paszkwile które
na temat ich samolotu pisane były przez
najznamienitszych ówczesnych naukowcow
USA, ani też nałożona na ten samolot blokada
informacyjna z powodu której nic na jego temat
nie wolno było wówczas publikować. Nie udało
się ich nawet zniszczyć psychologicznie
wrzaskami potępienia - wszakże nad samolotem
tym pracowało dwóch braci którzy nawzajem
wspierali się moralnie nawet kiedy cały świat
obracał się przeciwko nim. Ponieważ gro owych
kłopotów serwowane było Braciom Wright
rękami społeczeństwa amerykańskiego w
jakim bracia ci zmuszeni byli tworzyć, społeczeństwo
to tak im weszło za skórę, że w swoim testamencie
żyjący dłużej z tych braci (Orville) wyraźnie
zażądał aby ich pierwszy samolot pozostał
w Londynie i nigdy nie został przekazany
do muzeum w USA. Dopiero w 1942 roku
dał się przebłagać i pozwolił aby ich samolot
przeniesiono do Ameryki. (Wilbur Wright,
urodzony w 1867 roku, zmarł już w 1912 roku
tajemniczo zarażony tyfusem (Typhoid) - czyli
tą samą chorobą jaką tajemniczo zarażony
też został Aleksander Możajski. Z kolei jego
młodszy brat Orville Wright urodzony w 1871
roku przeżył go o 36 lat, umierając jednak na
jakiś dziwny "atak serca" w 1948 roku.) W
rezultacie, ich samolot "Flyer I" oryginalnie
udostępniany był do publicznego oglądania
w "London Science Museum", a nie w Ameryce
gdzie był zbudowany.
Fot. #E1a: Oto znaczek USA o nominale 6 centów prezentujacy Braci
Wright oraz ich samolot. Z jakichś powodów Amerykanie do dzisiaj pozostają
"na bakier" z tymi dwoma najsłynniejszymi swoimi wynalazcami.
Przykladowo, na temat Braci Wright ukazuje się znacznie więcej znaczków
pocztowych poza granicami USA, niż w samych USA. Jeśli zaś w samych
USA pojawi się już jakiś znaczek na ten temat, wówczas pokazuje on jedynie
samolot, a nie wygląd jego wynalazców i tworców. Powyższy znaczek był
jedynym znaczkiem USA jaki dotychczas udało mi się znaleźć, a jaki
faktycznie pokazywał podobizny obu Braci Wright.
Fot. #E1b: Oto znaczek pocztowy wydany w Libii, jaki upamiętnia osiągnięcie
Braci Wright, oraz ukazuje wygląd obu tych braci. Jak się okazuje, poza granicami
USA Bracia Wright cieszą się znacznie większym uznaniem i są bardziej honorowani
niż w samym USA. Wygląda na to, że z jakichś powodów Amerykanie do dzisiaj nie
mogą czegoś wybaczyć tym dwom najsłynniejszym wynalazcom Ameryki.
Część #F:
Jeszcze inni wynalazcy i budowniczowie samolotów którzy jednak
NIE weszli do historii ponieważ ich konstrukcje okazały się niezdolne do lotów:
#F1.
Inne samoloty nieudanie budowane pomiędzy samolotami Możajskiego i braci Wright:
Istnieją zarówno najróżniejsze przekazy, jak
i dosyć wysokie prawdopodobieństwo, że w
czasach pomiędzy 1882 oraz 1902 rokiem
(tj. w okresie czasu pomiędzy samolotem
Aleksandra Możajskiego, a samolotem
Richarda Pearse), samolot był ponownie
wynajdowany, budowany i oblatywany aż
kilkakrotnie. Tyle, że o tamtych czasowo
kolejnych jego wynalazkach świat albo nie
został poinformowany, albo do dzisiaj już
zapomniał. Przykładowo encykloperdia
[1M] podaje, że francuzki konstruktor o
nazwisku Kleman Ader zbudował samolot
z silnikiem parowym nazywany "Avion",
który w 1890 roku przeleciał dystans 30
metrów, zaś po dalszych usprawnieniach
w 1897 roku przeleciał dystans 300 metrów.
(Niestety rozbił się wówczas i nie został
już odbudowany.) Angielski konstruktor
o nazwisku G. Philipps (pisownia
przetłumaczona z Cyrylicy) zbudował
samolot który w 1891 roku przeleciał
dystans 35 metrów, wzbijając się na
wysokość 6 metrów. Z kolei niemiecki
inżynier, Otto Liliental, w 1889 roku
wynalazł i zbudował samolot z ruchomymi
skrzydłami podobnymi do ptasich. (Brak
jednak danych o jego lotności.) Niestety,
dokumentacja z testów lotności tamtych
następnych samolotów obecnie jest trudna
lub niemal niemożliwa do odnalezienia.
Część #G:
Samoloty NIE są jedynymi wynalazkami których
twórcy prześladowani są przez "przekleństwo wynalazców" -
wszystkich faktycznych wynalazców i odkrywców spotyka podobny los:
#G1.
Inne wynalazki techniczne których zbudowanie też zostało powstrzymane:
Samolot Możajskiego był tylko jednym z
całego szeregu technicznie wyrafinowanych
wynalazków, które zostały dokonane w czasach,
w których ludzkość okazała się moralnie
i światopoglądowo nieprzygotowana na ich
przyjęcie. Istnieją również inne takie wynalazki.
Ich doskonałymi przykładami ciągle czekającymi
urzeczywistnienia są moje wynalazki
wehikułu czasu i
magnokraftu
dokładniej opisane w tomach 11 i 3
monografii [1/5]
a także na stronie internetowej o nazwie
propulsion_pl.htm.
Kolejny wynalazek techniczny o jakim też mi
wiadomo że został zrealizowany w czasach
jakie nie były gotowe na jego przyjęcie, to
telepatyczne urządzenie do zdalnego wykrywania
nadchodzących trzęsień ziemi. Wygląd tego
urządzenia pokazano poniżej na "Fot. #G1".
Aż do dzisiaj oficjalna wiedza ludzkości nie
osiągnęła jeszcze poziomu koniecznego aby
dzialanie tego urządzenia dawało się nam
zreplikować (tj. do dzisiaj trzęsienia Ziemi
wykrywane są inercyjnie sejsmografem
dopiero po tym jak do nas docierają, NIE
zaś telepatycznie i to na długo przed swoim
dotarciem). Ów telepatyczny wykrywacz
nadchodzących trzęsień ziemi zbudowany
został niemal 2000 lat temu w Chinach,
przez wynalazce-geniusza nazywajacego
się Zhang Heng. Jest on opisany
dokładniej na stronach internetowych o nazwach
seismograph_pl.htm i
newzealand_visit_pl.htm.
Fot. #G1: Samolot Możajskiego wcale
nie był jedynym urządzeniem technicznym
skonstruowanym na Ziemi w czasach kiedy
ludzkość nie była jeszcze gotowa na jego
przyjęcie. Innym takim urządzeniem, na
przyjęcie którego ludzie wcale NIE są jeszcze
gotowi nawet do dzisiaj, jest to pokazane
na powyższym zdjęciu. Jest ono popularnie nazywane
"sejsmografem Zhang Henga".
Jednak faktycznie jest to telepatyczny
czujnik do zdalnego wykrywania nadchodzacych
trzęsień ziemi. Wykrywa on trzęsienia ziemi
już w stadium ich formowania się (tj. na długo
przed tym zanim one nastąpią i nam zagrożą),
poprzez odbieranie fal zaburzeń telepatycznych
jakie owe formujące się trzesienia ziemi zawsze
wysyłają. Dalsze informacje na temat tego zdalnego
wykrywacza nadchodzących trzęsień ziemi opisane
są na stronach internetowych o nazwach
seismograph_pl.htm oraz
newzealand_visit_pl.htm,
a ponadto w podrozdziale K6.1 z tomu 9 najnowszej
monografii [1/5]
(z której powyższa fotografia się wywodzi, a której gratisowy egzemplarz można sobie załadować z internetu zupełnie za darmo).
Nowa Zelandia otrzymała replikę powyższego
cudownego instrumentu od zarządu miasta Beijing
(Pekin) w Chinach. Owa replika jest jedną z pierwszych
jakie udostępnione zostały poza granicami Chin.
W latach 2003 do 2010 mogła ona być oglądana
w narodowym muzeum Nowej Zelandii zwanym
Te Papa
z Wellington - stolicy kraju. Niestety, około czasu
potężnego trzęsienia ziemi które zniszczyło
niedalekie Christchurch, a które opisane jest
w punkcie #C5 strony o nazwie
seismograph_pl.htm,
instrument ten został raptownie usunięty z aktywnej
wystawy. Czy jest więc możliwym że jego nagłe
usunięcie zostało spowodowane np. zakłócającym spokój
"nadprzyrodzonym" zachowaniem się tego instrumentu
już na kilka dni zanim owo trzęsinie ziemi uderzyło
w Christchurch - niestety, nie leży w moich
możliwościach ustalenie prawdziwych powodów
tego usunięcia. Więcej informacji na ten temat
w podpisie pod "Fot. #D1" na stronie
seismograph_pl.htm.
#G2.
"Cuda techniczne" naszej cywilizacji:
Uzdolnieni wynalazcy zbudowali na Ziemi
cały szereg najróżniejszych urządzeń technicznych,
które gdyby zostały włączone na stałe do
dorobku technicznego ludzkości, wówczas
zmieniłyby losy świata. Te z owych "technicznych
cudów" świata które już zdołałem zidentyfikować,
wyszczególniłem i opisałem w punkcie #H3 strony
newzealand_visit_pl.htm.
Część #H:
"Przekleństwo wynalazców" - czyli trwały trend i zjawisko na Ziemi które
powstrzymuje i blokuje wszystkie istotne wynalazki i odkrycia naukowe:
#H1.
Przypomnienie co to takiego owo "przekleństwo wynalazców":
W punkcie #B4.4 wyjaśniłem, że pod nazwą
"przekleństwo wynalazców" na tej stronie
rozumiany jest dosyć genialnie zaprojektowany
i wdrażany przez Boga mechanizm moralny,
który powoduje że społeczności tolerujące w
swoim gronie wysoce niemoralnych ludzi
same wymierzają sobie sprawiedliwość
poprzez formowanie zjawiska zwanego
"wynalazczą impotencją". Krajami w których
ja odkryłem istnienie i działanie takiej
"wynalazczej impotencji" spowodowanej
działaniem "przekleństwa wynalazców"
jest Polska i Nowa Zelandia. Jednak to
zjawisko wcale nie ogranicza sie do owych
dwóch krajów. Faktycznie to we większości
krajów dzisiejszego świata działa ono aż tak
silnie, że wypracowywanie nowych wynalazków
przez pracowników dużych instytucji z owych
krajów stało się już całkowicie niemożliwe.
Wszakże owa "wynalazcza impotencja" objawia
się właśnie przez zadziałanie takich manifestacji
niemoralnego zachowania w dużych zbiorowiskach
ludzkich, że ludzie o twórczych umysłach
uzależnieni od dobrej woli i wsparcia owych
zbiorowisk, po prostu NIE otrzymują szansy
na wypracowanie jakiegokolwiek nowego
wynalazku czy przełomowego odkrycia
naukowego. Doskonałymi przykładami
owych manifestacji "przekleństwa wynalazców"
są opisane w punkcie #D2 tej strony przezwiska
jakimi Nowozelandczycy obrzucali Richarda
Pearse, opisane w punkcie #C3 prześladowania
jakich doświadczył Aleksander Możajski, czy
opisane w punkcie #I1 opluwanie i wyzwiska
jakimi moje wynalazki i odkrycia są obrzucane
w internecie i w emailach jakie do mnie są wysyłane.
Innymi słowy, nazwa "przekleństwo wynalazców"
jest przyporządkowana do następstw takiego
sterowania losami twórczych wynalazców i
naukowców, aby z pomocą symbolicznego
przekierowania na nich następstw niemoralności
grup ludzkich wśród których oni muszą żyć i
pracować, spowodować efekt "somoukarania się"
owych grup i społeczności.
#H2.
"Wynalazcza impotencja" spowodowana "przekleństwem wynalazców"
jest doskonale ilustowana opisaną tu koniecznością wynalezienia i zbudowania
np. aż trzech kolejnych samolotów, zanim reszta świata mogła się o nich dowiedzieć:
Jeśli przeglądnąć losy jakiegokolwiek wynalazku
na Ziemi, wówczas się okazuje że każdy taki
nowy wynalazek prześladowany jest przez
nieustanne ciągi wydarzeń, jakie z pozoru
mogą wydawać się niekorzystnymi zbiegami
okoliczności, jakie jednak przy bliższej analizie
okazują się doskonale zorganizowanymi celowo
stawianymi "przeszkodami". Zawsze starają się
one uniemożliwić wdrożenie danego wynalazku
do "trwałego dorobku ludzkości". Ja owe ciągi
"niby pechowych" wydarzeń bez przerwy trapiące
nowe wynalazki i ich wynalazców, nazywam
właśnie "przekleństwem wynalazców".
Działanie tego "przekleństwa wynalazców"
opisałem już na szeregu totaliztycznych stron
internetowych, przykładowo m.in. w punkcie
#G1 strony internetowej
eco_cars_pl.htm,
a także w punkcie #H1 strony o tajemnicach
i ciekawostkach
Nowej Zelandii.
Strony o Nowej Zelandii można odwiedzić
poprzez kliknięcie na linki
newzealand_visit_pl.htm.
Owo "przekleństwo wynalazców" powoduje,
między innymi, że praktycznie każdy wynalazek
o znaczeniu strategicznym dla ludzkości, musi
być wynajdowany aż kilkukrotnie przez zupełnie
nic nie wiedzących nawzajem o sobie wynalazców.
Dopiero po którymś tam z rzędu wynalezieniu,
dany wynalazek przez całkowity jakby "przypadek"
włączony zostaje do trwałego dorobku technicznego
całej ludzkości. (Faktycznie jednak, jak opisuje
to punkt #B4.4 tej strony, owym niby "przypadkiem"
iście "żelazną ręką" rządzą prawa "moralności".)
Zawsze też perypetie z danym wynalazkiem
przy tylko pobieżnej analizie wyglądają tak,
jakby powodowane były przypadkowo i indukowane
"bezrozumnie" przez owo "przekleństwo wynalazców"
rozciągające swoje panowanie nad całą Ziemią.
Oczywiście, zachodzi pytanie czym jest owo
"przekleństwo wynalazców" jakie wyraźnie tak
działa jakby NIE życzyło sobie aby ludzkość
zbyt szybko osiągnęła zaawansowany poziom
rozwoju technicznego.
Na bazie przytłaczającego materiału dowodowego
jaki na ten temat znajduje się w naszej dyspozycji,
ja osobiście wypracowałem już teorię wyjaśniającą,
jakaż to moc kryje się za "przekleństwem wynalazców".
Niestety, ta moja teoria nieco przypomina sobą
samolot Możajskiego - tj. znacznie wyprzedza ona
gotowość społeczeństwa na jej przyjęcie. Dlatego
proponuję aby z nią się zapoznać na zasadzie
ciekawostki. Otóż na podstawie wyników swoich
badań doszedłem do wniosku, że postęp techniczny
i naukowy na planecie Ziemia jest precyzyjnie
kontrolowany przez tą samą nadrzędną inteligencję,
która kieruje i wdraża działanie "moralności" i
"praw moralnych" wśród ludzi - tak jak opisują
to punkty #B1 do #B5 tej strony. Tyle, że aby
dostarczyć zainteresowanym badaczom owych
dogodnych 3-ch wyjaśnień dla istnienia tego
zarządzania i kontroli wynalazków - tak jak owe
3 wyjaśnienia opisywane są w punkcie #C2
strony internetowej o nazwie
tornado_pl.htm,
obecnie na Ziemi, m.in. "symulowana" jest też
sytuacja, że "ludzkość jest jakoby skrycie
eksploatowana i okupowana przez technicznie
wysoko zaawansowanych, chociaż moralnie
podupadłych, 'zasymulowanych' przez Boga
kosmicznych krewniaków ludzi". My wszyscy
znamy owych "zasymulowanych" przez Boga
kosmicznych krewniaków ludzi pod popularną
nazwą "UFOnauci". Poziom techniczny tych
istot jest "zasymulowany" jako aż tak wysoki,
że ich statki kosmiczne, a także oni sami,
mogą pozostawać niewidzialni dla ludzkiego
wzroku kiedy operują na Ziemi. Owi "zasymulowani"
niby krewniacy ludzi zachowują się też tak
jakby eksploatowali Ziemię na tysiące najróżniejszych
sposobów, czerpiąc najróżniejsze korzyści
z technicznego zacofania ludzkości. Dlatego
sytuacja na Ziemi wygląda tak jakby owi
UFOnauci byli zainteresowani w celowym
utrzymywaniu ludzkości na możliwie najniższym
poziomie zaawansowania technicznego.
Jednym zaś ze sposobów tego utrzymywania
ludzi w ciemności, jest uniemożliwianie
upowszechniania się na Ziemi nowych
wynalazków. Tylko małej części wynalazków
dokonywanych na naszej planecie owi
"symulanci" jakoby pozwalają się przebić
przez hermetyczne zapory nałożone przez
nich na ludzkich wynalazców. (Faktycznie
jednak, jeśli się uważniej przebada te wynalazki
jakie jednak zdołały się "przebić", a także te
społeczności w jakich owe ich "przebicie
się" miało miejsce, wówczas się okazuje
że wypełniają one określone "wymagania
moralne" które poniżej opisuję doskładniej
w punkcie #H4 tej strony, a także dyskutuję
szerzej w punktach #H1 do #H3 odrębnej
totaliztycznej strony o nazwie
eco_cars_pl.htm.)
Więcej informacji na temat powodów jakie
powodują że "symulacje" UFOnautów tak
się zachowują jakby nieustannie spychały
one ludzkość w dół, a także na temat
hipnotycznych i telepatycznych metod za
pośrednictwem jakich niedostrzegalnie dla
ludzi realizują oni to spychanie, wyjaśnionych
jest w rozdziale OD z tomu 13 mojej najnowszej
monografii [1/5] "Zaawansowane urządzenia magnetyczne".
Nieodpłatne egzemplarze tej monografii
można sobie sprowadzić za pośrednictwem
stron internetowych o nazwie
tekst_1_5.htm.
Owe
szatańskie
motywacje "symulacji" UFOnautów w stosunku do ludzi, a także ich jakoby
pasożytnicza filozofia rabusi, objaśnione są również
na stronie internetowej o adresie
ufo_pl.htm.
* * *
Nawet jeśli ktoś nie podziela powyższego
wyjaśnienia dla powodów i mechanizmu
celowego blokowania strategicznych wynalazków
na Ziemi, ktoś taki musi przyznać, że istnieje
już zbyt wiele dowodów na fakt, iż blokowanie
to faktycznie ma miejsce. Nie wolno nam więc
go dalej ignorować. Czas zacząć zadawać
sobie i innym pytanie, "dlaczego tak wiele
istotnych wynalazków na Ziemi jest zaprzepaszczanych,
zaś tak wielu ludzkich wynalazców jest poddawanych
skrytym aczkolwiek morderczym dla nich prześladowaniom".
#H3.
"Przekleństwo wynalazców" oraz "wynalazcza impotencja" NIE
rozciągają swego działania na wynalazki i odkrycia które NIE
wynoszą ludzkości na wyższy poziom rozwoju technicznego
lub naukowego - przykładowo na dzieła sztuki czy wynalazki
które służą zniszczeniu i cierpieniom (takie jak "bomba atomowa"):
Jak się okazuje, NIE wszystko co nowe i twórcze
jest objęte działaniem "przekleństwa wynalazców"
i "wynalazczej impotencji". Wszystkie te produkty
ludzkiej twórczości, które służą zadawaniu bliźnim
bólu, cierpienia i zniszczeń (np. "bomba atomowa",
"radioaktywność", "łódź podwodna", itp.), a także
które NIE wnoszą żadnego postępu technicznego
lub naukowego (np. obrazy, powieści, filmy, zdjęcia,
art, sport, aktorstwo, muzyka, śpiewanie, itp.)
są wyłączone z działania tych zjawisk korygujących
moralność "intelektów grupowych".
Przykładem odkrycia wyłączonego z działania
"przekleństwa wynalazców" i "wynalazczej impotencji"
może być wszystko co osiągnęła Polka, Maria
Skłodowska-Curie, pokazana poniżej na "Fot. #H1".
Wyjaśnienia dla tych rodzajów ludzkiej twórczości,
które wyłączone są z działania "przekleństwa wynalazców"
i "wynalazczej impotencji" zaprezentowane zostały
w punkcie #G1 strony o nazwie
eco_cars_pl.htm
oraz w punkcie #H2 strony o nazwie
free_energy_pl.htm.
Fot. #H1: Jakże nierówno Polska
i Polacy traktują swoich wybitnych ludzi.
Powyższy znaczek upamiętnia jeszcze
jednego geniusza z Polski, tj. Marię
Skłodowską-Curie (1867-1934). Podobnie
jak Możajski, ona także urodziła się w
czasach kiedy Polska jako państwo
nie istaniała. Także więc zmuszona
była pracować w obcym kraju (Francji)
posiadając podwójną narodowość,
Francuską i Polską. Jednak w
przeciwieństwie do Możajskiego, jej
osiągnięcia upamiętniane są w każdym
nawet najmniejszym miasteczku Polski,
gdzie co-najmniej jedna ulica nosi jej
imię, w niezliczonych monumentach
i niezliczonych publikacjach, w podręcznikach
szkolnych, a także w całym zatrzęsieniu
znaczków pocztowych i monet jakie wydano
w Polsce na jej temat. (Odnotuj z punktu
#C4 powyżej na tej stronie, że kiedy ja
zwróciłem się oficjalnie do polskiej poczty,
aby ta upamiętniła osiągnięcia Możajskiego
wydaniem poświęconego mu znaczka,
owa poczta nawet NIE raczyła mi odpowiedzieć.)
Jakiż więc jest sekret jej sukcesu w utrzymywaniu
się w pamięci ludzkiej. Ano jej badania
bezpośrednio przysłużyły się do zbudowania
"bomby atomowej", do tragedii Hirosimy i
Nagasaki, do promieniotwórczego skażenia
niemal całej naszej planety - tak jak opisują
to punkty #M1 do #M1.3 ze strony o nazwie
telekinetyka.htm,
a także prawdopodobnie i do sposobu
na jaki w przyszłości ludzkość wymierzy
sobie samozagładę zapowiedzianą
starymi "przepowiedniami" omówionymi
w punkcie #H1 strony o nazwie
przepowiednie.htm.
Podobnie więc jak dzisiejsze badania nad
"inżynierią genetyczną", jej kierunek badań
miał później służyć (oczywiście w sposób
zupełnie niezamierzony przez Skłodowską)
głównie zabijaniu i niszczeniu, a nie ratowaniu
i budowaniu. Stąd kierunek ten popierany
był (i jest do dzisiaj) przez owo "przekleństwo
wynalazców" opisywane w punktach #B4.4
i #H1 tej strony. Tymczasem kierunek wysiłków
Możajskiego miał później głównie służyć
ratowaniu życia, budowaniu i wynoszeniu
ludzkości w kosmos, itp. Stąd działał on
przeciwko intencjom owego "przekleństwa
wynalazców".
Warto jednak wiedzieć, że Polska nie jest jedynym
krajem o niejednakowym traktowaniu wynalazców
przyczyniających się głównie do budowania,
w porównaniu do tych którzy przyczyniają się
głównie do burzenia. Faktycznie to dokładnie
ten sam problem prześladuje całą naszą planetę.
Przykładowo, Szwecja (sąsiad Polski) niemal
że zapomniała o Sven'ie Wingquist, wynalazcy
łożysk kulkowych. Jednak nabożnie czci Alfred'a
Nobel - wynalazcę dynamitu. A warto tu uświadomić
sobie, ilu ludzi i jakiego kalibru korzysta z dynamitu.
Potem ich porównać z praktycznie każdym
człowiekiem na Ziemi który na najróżniejsze
sposoby korzysta dzisiaj z dobrodziejstwa
łożysk kulkowych. Faktycznie też na Ziemi
bardzo wyraźnie zaznacza się już reguła,
czy wzór zdarzeń, że ten wynalazca który
przysługuje się zniszczeniu i śmierci jest
wynagradzany, zaś ten wynalazca który
służy budowaniu, postępowi i dobru ludzi,
jest niszczony. Z kolei wszędzie tam gdzie
pojawia się jakiś wyraźny wzór czy reguła,
tam musi istnieć jakaś moc która powołuje
go do życia - patrz punkty #B4.4 i #H1 tej strony.
#H4.
Przed działaniem "przekleństwa wynalazców" i "wynalazczej impotencji",
wynalazcy i odkrywcy mogą, oraz powinni, się bronić:
Tylko w świecie rządzonym mechanicznie
przez ślepe prawa natury, NIE możnaby
się efektywnie bronić przed takimi zjawiskami
jak "przekleństwo wynalazców" czy "wynalazcza
impotencja". (Znaczy, obrona przed tymi
zjawiskami NIE byłaby możliwa w takim
świecie za jaki nasz "świat fizyczny" jest
uważany przez tzw. "ateistyczną
naukę ortodoksyjną" opisywaną np.
w punkcie #C1 strony o nazwie
telekinetyka.htm.)
Wszakże gdyby działaniem owych zjawisk
faktycznie rządziły "głupie" prawa natury,
wówczas prawa te traktowałyby każdego
w tak samo ślepy, mechaniczny i bezwzględny
sposób.
Na szczęście nasz "świat fizyczny" został stworzony
i jest inteligentnie zarządzany przez mądrego
Boga.
Na dodatek, ów mądry i wszechmocny Bóg
stworzył ludzi aby ci "przysparzali wiedzę" -
tak jak wyjaśnia to np. punkt #B1 odrębnej strony
o nazwie
antichrist_pl.htm.
Dlatego ów mądry
Bóg
pozwala niektórym wynalazkom "przebić się"
i zostać urzeczywistnionym, nawet jeśli ich
twórcy są poddani przez swoich ziomków
ostremu działaniu "przekleństwa wynalazców".
Przykładem takiego właśnie wynalazku i jego
twórców, który to wynalazek i jego twórcy byli
poddani przez swoich ziomków wysoce
niszczycielskiemu działaniu "przekleństwa
wynalazców", a mimo wszystko wynalazek
ten został jednak urzeczywistniony, jest
"samolot" Braci Wright opisany w punkcie
#E1 tej strony. Dlatego poprzez analizowanie
"cech" jakie charakteryzują wynalazki których
urzeczywistnienie Bóg zablokował, a także
poprzez wykrycie "wymogów" i "warunków" moralnych
jakie spełniają te wynalazki które Bóg mimo
wszystko pozwolił urzeczywistnić, wynalazcy
są w stanie odkryć "jak" mają realizować swoje
wynalazki, aby Bóg pozwolił im je urzeczywistnić.
Tak się jakoś złożyło, że Bóg stworzył mi szansę
dokładnego przestudiowania zarówno wynalazków
których wdrożenia zablokował, jak i tych które pozwolił
wdrożyć do użytku wszystkich ludzi. Do wynalazków
które Bóg pozwolił zbudować - jednak NIE pozwolił
ich wdrożyć do trwałego dorobku naszej cywilizacji,
a których historię Bóg pozwolił mi dokładnie
przestudiować, należą m.in. (1) opisywany
na tej stronie samolot Możajskiego, (2)
omawiane w punkcie #D2 strony o nazwie
free_energy_pl.htm
telekinetyczne generatory energii o nazywane
"Testatica" i "Testa-Distatica", (3)
tzw. "seismograf Zhang Henga" wspominany
tutaj w punkcie #G1 - zaś dokładniej opisywany
na stronie o nazwie
seismograph_pl.htm,
(4) tzw. "sonik boiler" opisany na stronie
boiler_pl.htm,
(5) ogromnie potrzebny ludziom z
pustynnych obszarów wynalazek "wiatraka
który pozyskuje wodę z powietrza" opisany
w punkcie #C4.2 strony o nazwie
wszewilki_jutra.htm,
(6) wynalazki opisywane w punktach
#H1 do #H3 na stronie o nazwie
newzealand_visit_pl.htm,
oraz kilka jeszcze innych. Z kolei do
wynalazków które Bóg pozwolił zbudować
i potem pozwolił wdrożyć do "trwałego
dorobku naszej cywilizacji", a których historię
Bóg też pozwolił mi dokładnie przestudiować,
należą m.in. (i) wynalazek
"samolotu Braci Wright" opisywany m.in.
w punkcie #E1 tej strony, (ii)
wynalazek "silnika Diesla" opisanego
m.in. w punkcie #H1 strony o nazwie
newzealand_visit_pl.htm,
(iii) wynalazek "kamery filmowej",
opisany m.in. w (3) z punktu #K3 strony
fe_cell_pl.htm,
oraz kilka innych. Na bazie uważnego
przestudiowania historii owych wynalazków,
już obecnie zdołałem zdefiniować niektóre
"cechy" i "warunki" jakie musi spełniać droga
którą podąża dany wynalazca, aby Bóg
pozwolił mu zrealizować jego wynalazek
oraz potem wdrożyć ten wynalazek do
trwałego dorobku ludzkości. Niektóre z
tych cech opisałem już w punktach #H1
do #H3 strony o nazwie
eco_cars_pl.htm.
Przykładowo, wygląda na to że aby Bóg pozwolił
wynalazcy zrealizować i wdrożyć dany wynalazek,
wynalazca: (a) musi realizować go otwarcie
i jawnie - tak jak samolot Braci Wrigts, aby inni ludzie
mogli obserwować postęp w jego realizacji, (b)
nie może utrzymywać w tajemnicy zasady jego
działania ani najważniejszych szczegółów technicznych,
(c) NIE może wykazywać "chciwości"
poprzez np. usiłowanie zatrzymania dla siebie,
dla swojej rodziny, lub dla jakiegoś zamkniętego
kręgu ludzi (np. swojej fabryki lub państwa), całych zysków materialnych i
finansowych wynikających ze zrealizowania
danego wynalazku, (d) musi znać rozumowo
(lub respektować intuicyjnie poprzez wysłuchiwanie
swego organu "sumienia") działanie "moralności" i
"praw moralnych",
a stąd jeśli np. w celu zrealizowania swego wynalazku
zmuszony jest wejść z kimś w kooperację, wówczas
musi dobrać sobie na tyle moralnych kooperantów
aby wykazywali oni wystaczająco wysoką tzw. "inercję
moralną" - opisaną w punkcie #H2 strony o nazwie
eco_cars_pl.htm,
itd., itp. Każdy wynalazek który NIE spełnia tych
wymogów i warunków z czasem przez jakieś
"zdarzenie losowe" zostaje "zniszczony",
"zagubiony" lub "zapomniany" - nawet jeśli
wynalazca zdoła zbudować jego działający
prototyp, lub nawet jeśli wynalazek ten jest
już produkowany (podobnie jak dzisiaj produkowana
jest już np. "coca-cola" z jej przechowywaną
w tylko jednym egzemplarzu sekretną
recepturą - patrz artykuł "Coke's secret
formula finds new home in museum" - tj.
"sekretna receptura coca-coli znalazła
nowy dom w muzeum", ze strony C6
nowozelandzkiej gazety
Weekend Herald,
wydanie z soboty (Saturday), December
10, 2011).
#H5.
Wyjaśnienie na przykładzie Możajskiego i jego samolotu,
w jaki sposób typowo działa opisywane tu "przekleństwo
wynalazców", a także jakie są "cechy" i "manifestacje"
działania tego przekleństwa:
Z powodów jakie starałem się dokładniej
opisać w punkcie #B4.4 tej strony,
samolot wynajdowany był na Ziemi,
budowany, oraz z powodzeniem oblatywany
co najmniej trzy razy, zanim wiedza
o realności jego zbudowania zdołała
przebić się do powszechnej wiadomości
ludzi. Dokładniejsze zaś prześledzenie
w jaki sposób opisywane tutaj "przekleństwo
wynalazców" zadziałało aby udaremnić
wdrożenie samolotu Możajskiego do trwałego
dorobku naszej cywilizacji daję nam dobre
pojęcie o mechaniźmie działania tego
przekleństwa. Z kolei lepsze poznanie tego
mechanizmu umożliwia wynalazcom podjęcie
efektywniejszych przeciwdziałań obronnych.
* * *
Pierwszym dobrze udokumentowanym wynalazcą
i budowniczym samolotu, był opisywany tutaj
Polak/Rosjanin o nazwisku Aleksander
Możajski (1825-1890). Ponieważ jednak
urodził się on i tworzył w czasach kiedy Polska
nie istniała jako państwo, legalnie jego osiągnięcie
przyporządkowuje się Rosji. Doskonale udokumentowany
w starych źródłach pisanych, bo obserwowany
przez licznych przedstawicieli rządu carskiej
Rosji, pierwszy pilotowany przez człowieka lot
jego samolotu odbył się latem 1882 roku w
miejscowości Krasnoj Sieło koło
Petersburga w carskiej Rosji. Samolot Możajskiego
wzniósł się w powietrze na około 21 lat przed
samolotem Braci Wright z USA. Niestety, do
powszechnego replikowania tego pierwszego
samolotu na świecie nie dopuścili biurokraci
carskiej Rosji, którzy faktycznie zgnietli ten
wynalazek. Niekończące się zmagania Możajskiego
z biurokratami carskiej Rosji doskonale opisane
zostały w opracowaniu [2M] wyszczególnionym
powyżej. Faktycznie też, kiedy czyta się tamto
opracowanie, wówczas dosłownie aż krew człowieka
zalewa jak bezduszne, bestialskie i niemoralne
było niszczenie tego wynalazcy i geniusza technicznego.
Nie można się też oprzeć zdumieniu, jakimż to
cudem na przekór wszystkich owych kłód jakie
mu rzucano pod nogi, ciągle był on w stanie
osiągnąć aż tak wiele jak faktycznie osiągnął.
Aby wskazać tutaj choćby najważniejsze z
wybiegów, jakie zastosowano aby zgnieść
jego wynalazek samolotu, to należały do nich
(po szczegóły patrz opracowanie [2M]):
1.
Zmuszenie aby Możajski wyrywał siłą od
rządu zgodę na budowę swego samolotu.
Wynalezienie i rozpracowanie samolotu
przez Możajskiego, wcale nie otwarło mu
szansy na podjęcie budowy tego przewrotowego
wynalazku. Faktycznie to pozwolenie na
tą budowę Możajski zmuszony był wyrywać
siłą od rządu carskiej Rosji, poprzez
postawienie tego rządu w sytuacji że
nie było innego wyjścia niż się zgodzić.
2.
Ustanowienie komisji rządowej jaka miała
pilnować Możajskiego. Kiedy Możajski
otrzymał w końcu pozwolenie rządu carskiej
Rosji na budowę swego samolotu, jednocześnie do pozwolenia
tego przywiązanych zostało kilka chytrze powymyślanych "sznurków". Jednym z
najgroźniejszych z nich okazał się później wymóg, że wszystko co czynił musiało
najpierw być zaaprobowane przez specjalną komisję biurokratów, jaką rząd carskiej Rosji
powołał aby bez przerwy siedziała mu na karku i pilnowała wszystkiego co tylko
czyni. Na czele tej komisji stał niejaki generał G. Pauker, Rosjanin niemieckiego
pochodzenia, o którym kilkadziesiąt lat później miało się okazać, że był
on Pruskim szpiegiem w Rosji. (To zaś znaczy, że był on opłacany m.in. za udaremnianie
w Rosji wszystkiego co posiadało jakąkolwiek wartość militarną, a co mogło dać
Rosji militarną przewagę nad Prusami. Czyli także za udaremnianie budowy samolotu
Możajskiego.) Oczywiście, komisja ta wcale nie starała się ułatwiać zadania
Możajskiemu. Wręcz przeciwnie - stawała ona na głowie aby mu przeszkadzać we
wszystkim co tylko czyni, oraz dosłownie troiła się aby rzucać mu kłody pod nogi.
3.
Biurokratyczny wymóg pisemnego uzasadniania poprawności każdego swego działania.
Cokolwiek Możajski chciał
uczynić aby zbudować swój samolot, najpierw musiał uzyskać na to zezwolenie owej
komisji biurokratów jaka go pilnowała z ramienia rządu carskiej Rosji. Z kolei
owa komisja zgadzała się tylko na te działania, co do których zdołał on przekonać
ich na piśmie że są słuszne. W rezultacie na temat każdego nawet najdrobiejszego
swego posunięcia, musiał on sporządzać długie wyjaśnienia i uzasadnienia na piśmie,
które faktycznie zajmowały mu wielokrotnie więcej czasu niż realizacja danego
posunięcia. Aby jeszcze skuteczniej mu szkadzać, na co bardziej krytyczne posunięcia
komisja ta nie wydawała zezwolenia nawet kiedy je przekonywująco uzasadnił. Przykładowo
jej szef, general G. Pauker znany był z odrzucania podań Możajskiego zupełnie
bez ich otwierania i czytania.
4.
Szokujące niedofinansowanie. Na budowę swego samolotu Możajski otrzymał od rządu
carskiej Rosji jedynie 3000 rubli. Tymczasem specyfikacja kosztów budowy
tego samolotu, jaka przedstawił owemu rządowi w dniu 23 marca 1878 roku,
opiewała na sumę 18 895 rubli i 45 kopiejek. Czyli faktycznie otrzymał
on od rządu mniej niż 1/6 sumy jaką zmusiał wydać aby samolot ten zbudować.
Brakujące fundusze musiał on uzupełnić z własnej kieszeni poprzez sprzedanie
swego majątku rodzinnego i wydanie całych swoich oszczędności.
5. Nieustanne
oskarżenia. Biurokraci którzy pilnowali Możajskiego bez przerwy go o coś
oskarżali. Najbardziej paskudne z ich oskarżeń brzmiało, ze "ukradł" on sumę
219 rubli z owych 3000 rubli danych mu przez rząd na budowę samolotu.
Tymczasem faktycznie, do sumy otrzymanej od rządu dopłacił on z własnej kieszeni
ponad 15 000 rubli, aby mimo wszystko swój samolot zbudować. Problem jednak,
że aby nieoficjalnie przekonać do wykonania niektórych trudnych części i zamówień,
często zmuszany był płacić bez otrzymywania rachunków, nie zawsze więc był w stanie
udokumentować swoje wydatki. Stąd oskarżenie pilnujących go biurokratów było
dewastujące i niemal uniemożliwiło mu zrealizowanie swego zamiaru. Dopiero na
krótko przed jego śmiercią, kiedy opinia publiczna zaczęła wykazywać oburzenie
traktowaniem jakie otrzymywał od rządowych biurokratów, został oczyszczony
od zarzutu owej "kradzieży" zaś 219 rubli jakie wcześniej nakazano mu zwrócić
rządowi, zostały mu wypłacone z powrotem.
6. Nieustanne
obwieszczanie jego sukcesów jako porażki. Komisja biurokratów jaka bez
przerwy siedziała na karku Możajskiego i pilnowała każdego jego posunięcia,
bez przerwy też rozgłaszała, że ponosi on porażki we wszystkim co czyni. W ten
sposób wszelkie jego działania, na przekór że faktycznie były pasmem sukcesów,
rządowi Rosji były raportowane jako nieustanne porażki, niepowodzenia, nieudolność,
brak postępu, itp.
7. Odcięcie go
od możliwosci ubiegania się o sprawiedliwość. Biurokraci którzy siedzieli
mu na karku posiadali ogromne wpływy w rządzie ówczesnej Rosji. Kiedykolwiek
więc Możajski starał się o uzyskanie jakiejś audiencji u kogoś ważnego z owego
rządu aby apelować o coś w sprawie swego samolotu, biurokraci ci powodowali że
audiencji tej mu odmawiano. Stąd nie tylko że pastwiono się nad nim z powodu
jego determinacji aby zbudować swój samolot, ale dodatkowo uniemożliwiono mu
apelowanie o bardziej sprawiedliwe potraktowanie.
* * *
Jeśli dokładniej się przyglądnąć powyższym
biurokratycznym prześladowaniom jakimi
zgniatano wynalazek Możajskiego oraz
niszczono jego samego, wówczas się
okazuje że nosiły one kilka interesujących
cech. Pierwsza z tych cech, to że prześladowania
Możajskiego wcale nie były spontanicznym
szkodzeniem dokonywanym Możajskiemu
przez jakiegoś indywidualnego "głupca",
czy nawet całej grupy "marionetek", a
doskonale skoordynowanym i
zorganizowanym poczynaniem,
którym owo inteligentnie działające
"przekleństwo wynalazców" kierowało
w wysoce zamierzony sposób. Oczywiście,
natychmiast nasuwa się pytanie, kto stoi
za inteligentnymi działaniami przeszkadzającymi
owego "przekleństwa wynalazców" które
wykazuje aż takie zdeterminowanie w
zniszczeniu każdego postępowego wynalazku
na ziemi (odpowiedzi na to pytanie udzielają punkty #H2 powyżej oraz #B4.4 na początku tej strony).
Drugą cechą biurokratycznego niszczenia
Możajskiego było, że użyta w nim została
dzisiejsza metoda działania, znaczy
metoda ktorą omawiane tutaj "przekleństwo
wynalazców" posługuje się do dzisiaj.
Przykładowo, w ponad 120 lat po Możajskim,
dokładnie tymi samymi biurokratycznymi
metodami ciągle do dzisiaj niszczone są
na ziemskich uczelniach wszelkie inne
wynalazki i awangardowe badania.
Ja miałem okazję obserwowania tej metody
w działaniu praktycznie w każdym kraju
i w każdej instytucji badawczej w jakiej
dotychczas pracowałem. Również
dokładnie ta sama metoda została użyta
aby efektywnie zgnieść moje własne
wysiłki podjęcia oficjalnych badań nad
urządzeniami jakie ja wynalazłem lub
rozpracowałem oraz jakie opisałem na
stronach z Menu 2 (tj. do zgniecenia
moich badań np. nad magnokraftem,
nad komorą oscylacyjną, nad urządzeniami
darmowej energii, nad sejsmografem
pokazanym na "Fot. #G1", czy nad
całym szeregiem innych zaawansowanych
urządzeń technicznych jakie podniosłyby
poziom naszej cywilizacji gdyby pozwolono
mi je zbudować).
Aby NIE być tu gołosłownym i nadmienić niektóre "kwiatki" jakie zdobiły moją własną drogę, to np. w końcowych latach mojego zatrudnienia na uczelniach Nowej Zelandii, wielkości tzw. "grantów" (tj. sum przyznawanych komuś na badania) typowo były tam ograniczone do wysokości około 300 dolarów. (Z ledwością wystarczały więc na zakup kilku ołówków i notatników do odnotowywania wyników eksperymentów.) W celu zaś otrzymania wyższych sum, trzeba było składać podania (bardziej już kompleksowe i pracochłonne) do "wyższej instancji". Aby jednak otrzymać nawet taki typowy "grant", trzeba było spędzić około 2 tygodni czasu na wypełnianie najróżniejszych "papierów" (podań, uzasadnień, wyjaśnień celów badań zamierzonych do osiągnięcia, projektów realizacji owych badań, itp.) które były wymagane aby odpowiednie komisje złożone z biurokratów mogły rozpatrzeć przyznanie "grantu" na dane badania. W sumie więc czasowo i finansowo bardziej by się opłacało np. znaleźć jakieś prywatne zatrudnienie powiedzmy przy koszeniu czyichś trawników czy przy myciu samochodów, niż składać podania o przyznanie takiego "grantu". Po otrzymaniu "grantu" sprawa też się wcale NIE kończyła, bowiem udokumentować trzeba było pisemnie na co się wydało każdy jego dollar. Aby było śmieszniej, NIE tylko trzeba było przedstawić rachunek na co się wydało każdy dollar z danej sumy, ale także trzeba było udokumentować i uzasadnić że wybrało się najekonomiczniejszy sposób tego wydania (przykładowo, jeśli z "grantu" zakupiło się ołówek, wówczas dla takiego uzasadnienia najkorzystniej było zdobyć pisemne dowody na obowiązujące wówczas ceny trzech odmiennych ołówków - aby potem móc pisemnie wykazać, że zakupiło się najtańszy z owych trzech możliwych wersji ołówka). Na dodatek, kiedy przyszło zakończenie badań, przełożeni siadali na karku takiego nieszczęśliwca i rozliczali go z osiągnięcia uprzednio pisemnie zadeklarowanych celów i etapów. Jeśli zaś coś NIE wyszło czy dało niekorzystne wyniki, badający wpadał w kłopoty i jego reputacja jako naukowca była kwestionowana. Na owych rozliczeniach zresztą wcale się NIE kończyło, bowiem co jakiś czas na uczelnię wpadała komisja audytorska z ministerstwa i jedną z pierwszych rzeczy którą ona sprawdzała to finansowe "nadużycia" w wydatkach na badania. Stąd taki nieszczęśliwiec który w międzyczasie zdążył już zapomnieć szczegóły dawnych badań jakich kiedyś się podjął, był powoływany przez tą komisje i ponownie musiał uzasadniać oraz wyjaśniać każdy dollar jaki kiedyś wydał na swe badania. Ponieważ jednocześnie podjęcie jakichkolwiek badań NIE było obowiązkowe w owych czasach, praktycznie nieporównanie korzystniej było nic NIE badać i NIE składać żadnych podań o jakiekolwiek "granty" na badania (o co zresztą, jak wierzę, ówczesnym biurokratom właśnie chodziło).
Część #I:
Wykaz najbardziej znanych Polaków dotkniętych
następstwami zadziałania "przekleństwa wynalaców":
#I1.
Dlaczego cechy narodowe Polaków wyjątkowo sprzyjają zadziałaniu
"przekleństwa wynalazców" na co bardziej twórczych ze swoich współziomków:
W poprzedniej "części #H" wyjaśniłem, że
Bóg
egzekwuje działanie "przekleństwa wynalazców"
poprzez takie zaprojektowanie losów twórczych
ludzi, że zawsze natykają się oni na najbardziej
niemoralnych reprezentantów społeczności
wśród której żyją i działają. Stąd
jak silnie owo "przekleństwo wynalazców"
działa w danym narodzie, zależy to od stanu
moralnego najbardziej niemoralnych członków
owego narodu. Jak też się okazuje, wśród
Polaków, owi najbardziej niemoralni to prawdziwe
świnie w ludzkiej postaci. Aby zobaczyć jak
zupełnie bezinteresownie świnią się oni nad
wszystkim co tylko wejdzie w zasięg ich ryjów,
wystarczy poczytać sobie komentarze niektórych
Polaków należących do grupy bezmyślnej tzw.
"internetowej gawiedzi", jakie podopisywali
oni do tematyki którą ja usiłowałem dyskutować
na internetowych forach dyskusyjnych (linki
do owych komentarzy podane są w punkcie
#E2 totaliztycznej strony o nazwie
faq_pl.htm),
a także poczytać co niektórzy Polacy wypisują
w swoich blogach i na swoich stronach "facebook"
o moich wynalazkach i o wynikach moich badań.
Co jednak najbardziej szokujące, na przekór że
już na pierwszy rzut oka daje się odróżnić czyjeś
konstruktywne uwagi od niemoralnego paskudzenia
i opluwania, wszyscy inni Polacy czytają sobie
owe paszkwilowe komentarze z internetowych forów
i zupełnie NIE potępiają zawartego w nich świnienia
ani opluwania. W ten zaś sposób swoją biernością
faktycznie popierają upowszechnianie się świńskiego
zachowania wśród owej najniemoralniejszej części
Polaków – tak jak owe bierne popieranie opisuje punkt #B4 na stronie o nazwie
parasitism_pl.htm. Nie na darmo np. w USA Polaków uważa
się za wyjątkowych głupoli, prymitywów i świnie,
zaś np. określenie że ktoś ma "polski charakter" jest
tam odpowiednikiem używanych w Polsce powiedzeń
w rodzaju, że ktoś ma "kurewski charakter", że ktoś jest
"wyjątkowym pierdołą", czy że "on to prawdziwa kanalia".
Z tego też powodu, ja osobiście doświadczyłem,
że "przekleństwo wynalazców" wśród Polaków
działa prawdopodobnie najsilniej ze wszystkich
narodów i krajów świata jakie dotychczas poznałem.
Z powodu aż tak silnego działania tego przekleństwa,
w samej Polsce praktycznie nie daje się wypracować
niemal żadnego wynalazku, ani upowszechnić
niemal żadnego nowego odkrycia naukowego.
I to na przekór że według mojej oceny Polacy
są jednym z najbardziej twórczych narodów na
Ziemi - którą to ocenę podparłem wyliczeniami
w podrozdziale M11 z tomu 11 swojej
monografii [1/5].
Tak więc z powodu bierności wobec niemoralnych
zachowań swoich współziomków, jaką to bierność
wykazuje gro Polaków, oraz z powodu popierania
swoją biernością niemoralnych działań owej
niewielkiej liczby prawdziwych "świń w ludzkiej
postaci" jakie działają na terenie Polski, jeden
z najbardziej twórczych narodów świata, jakim
są Polacy, jest powszechnie uważany za jeden
z najgłupszych i najprymitywniejszych narodów
świata. W rezultacie, wszyscy Polacy cierpią i
są poszkodowani z powodu świńskiego zachowywania
się zaledwie niewielkiej frakcji faktycznych prymitywów
ze swojego grona.
Sami Polacy doskonale wiedzą o wyjątkowo
świńskim zachowaniu niektórych ludzi ze swego
grona. Tyle że NIC aktywnego nie czynią aby
zachowanie to demaskować, ukracać i zmieniać.
W czasach moich studiów opowiadano sobie
nawet w Polsce dowcip jaki ilustrował ową
wyjątkową świńskość zachowań niektórych
Polaków. Dowcip ten opisywał jak ktoś
wizytował "piekło" i ze zdumieniem odnotował
że kocioł w którym diabły gotowały w smole
grzesznych Polaków wcale NIE jest pilnowany
przez żadnego diabła, zaś kotły z innymi
narodowościami są usilnie pilnowane. Na
zapytanie dlaczego diabły NIE pilnują kotła
w którym gotują w smole Polaków, Belzebub
odpowiedział że wystarczy zobaczyć jak
Polacy się zachowują. Mianowicie, kiedy
któryś z owych gotowanych tam Polaków
usiłował wydostać się z kotła, natychmiast
do niego podpływali inni Polacy, łapali go
za nogi i ponownie ściągali go w dół w gotujacą
się smołę. Tymczasem w kotłach innych
narodowości, wszyscy z gotujących się
co chwila usiłowali dopomóc wydostać się
kotła któremuś ze swoich, tak że diabły
musiały pilnować tych innych kotłów i
spychać widłami z powrotem do smoły
każdego którego jego współziomkowie
usiłowali wypchnąć w górę do lepszej
przyszłości.
#I2.
Jak dużo Polska i Nowa Zelandia tracą poprzez gnębienie
"przekleństwem wynalazców" swoich rodzimych twórczych ludzi:
Bóg ma wyraźny cel w konfrontowaniu każdego
twórczego wynalazcy i odkrywcy z najbardziej
niemoralnymi ludźmi z grona społeczności wśród
której owi twórcy mieszkają. Wszakże dzięki
takiemu ustanowieniu działania "przekleństwa
wynalazców",
Bóg
uzyskuje efekt "samo-karania się" niemoralnych
społeczności. Jak bowiem wiemy, wynalazki
i odkrycia są źródłem praktycznie wszystkiego
czym ludzkość dysponuje. Stąd niemoralne
społeczności, które pozwalają aby w ich gronie
panoszyli się ludzie którzy pełnią rolę "oprawców"
w egzekwowaniu działania owego "przekleństwa
wynalazców", ponoszą najwyższe straty.
Dobrowolnie odcinają się one wszakże od
osiągania wszystkich tych korzyści które
wyszczególniłem w punkcie #B5 powyżej.
Przykładowo, ponieważ w Polsce ani w
Nowej Zelandii nie został zrealizowany praktycznie
żaden znany w świecie wynalazek czy odkrycie,
cały świat uznaje Polskę i Nową Zelandię za
kraje pijaków i półgłówków, zaś mieszkańców
tych krajów za bandę niecywilizowanych prymitywów
(na co zresztą w pełni sobie oni zasługują
poprzez pozostawanie biernymi kiedy jakieś
świnie z ich grona szykanują innych bliźnich).
Uważając zaś mieszkańców tych krajów za
prymitywów i głupoli, inne narody NIE chcą
kupowac ich towarów ani mieć niczego z
nimi do czynienia. Tracą więc na tym całe
oba kraje i wszyscy ich obywatele. Na
dodatek, jeśli jakiś ich mieszkaniec wyjeżdża
za granicę, też otrzymuje tam potraktowanie
godne "reprezentanta głupoli". Znaczy, nikt
się NIE liczy z jego wiedzą ani opinią, będzie
zawsze ostatni w każdej kolejce (tj. do wszystkiego), znajdzie
zatrudnienie jedynie w pracach i na pozycjach
których nikt inny NIE chce wykonywać, międzynarodowe
zaszczyty, funkcje i pozycje będą dla niego zamknięte,
przy każdej też okazji inne narodowości będą sobie
tylko pokpiwały z jego wysiłków zamiast je respektować
i doceniać.
Na poparcie wyjaśnianej tutaj prawdy, że
"z powodu bierności gra Polaków
i Nowozelandczyków, którzy bez słowa
sprzeciwu tolerują niemoralne zachowania
niektórych ze swogo grona, w Polsce i
Nowej Zelandii panuje "wynalazcza impotencja"
zaś w ich instytucjach praktycznie NIE daje
się wypracować żadnego istotnego wynalazku,
ani wprowadzić żadnego przełomowego
odkrycia", poniżej opiszę kilka przykładów
co bardziej znanych wynalazków i odkryć.
Przykłady te wywodzą się z Polski. (Przykładów
wywodzących się z Nowej Zelandii nie będę
tu opisywał, chociaż może nimi być np. samolot
Pearse opisany w punktach #D1 do #D3 powyżej,
grzałka Davey'a opisana na oddzielnej stronie
boiler_pl.htm,
cały szereg nowozelandzkich wynalazków
opisanych w punktach #H1 do #H2 strony
newzealand_visit_pl.htm,
a także losy wszystkich moich wynalazków
i odkryć naukowych których rozpracowywanie
moi nowozelandzcy mocodawcy uparcie mi
uniemożliwiali.) Z powodu jednak braku poparcia
od samych Polaków, poniżej opisane przykłady
wynalazków i odkryć nie są znane w świecie
jako dorobek polskich twórców. W ten sposób,
zamiast podnosić renomę i znaczenie Polski
i Polaków, owe zaniedbane wynalazki i odkrycia
tylko spychają Polaków w dół, powodując że
cały naród jest poszkodowany brakiem ich uznania.
Zjawisko które w całym dzisiejszym świecie
znane jest pod nazwą "fotografia kirlianowska",
a które jest wizualnym dowodem na istnienie
jeszcze "innego świata" jaki przez
Koncept Dipolarnej Grawitacji
jest opisywany pod nazwą "przeciw-świata",
faktycznie zostało odkryte i ujawnione światu
przez Polaka o nazwisku
Jakub Jodko-Narkiewicz (ur. 8 stycznia 1848, zm. 1905).
Tyle tylko, że zgodnie z zasadą Polaków aby
"cudze chwalić a swego nie znać",
zaraz po tym jak odkrycie to zostało dokonane
Polacy je zignorowali oraz pozwolili aby było
ono później przypisane Rosjaninowi o nazwisku
Semyon Davidovich Kirlian (February 20, 1898 – April 4, 1978).
Radzę więc dobrze się przyglądnąć fotografii
Jakuba Jodko-Narkiewicza,
bowiem w obliczu silnego działania w Polsce
"przekleństwa wynalazców" opisywanego
w punktach #B4.4 i #H1 tej strony, dokładnie
taki sam los jak jego, czeka też niemal każdego
innego twórczego Polaka.
#I4.
Krzysztof Kolumb - najsłynniejszy w świecie Polak-odkrywca, urodzony aby zilustrować ludziom inteligentne mechanizmy działania moralności:
Motto:
"Ludzkość powinna wprowadzić w życie zasadę, że wszyscy politycy którzy rozpoczęli wojnę lub
w jakikolwiek sposób przyczynili się do wojny (np. głosowaniem w parlamencie), po zakończeniu
swych kadencji powinni być wysłani w charakterze zwykłych żołnierzy na pierwszą linię najzacieklej
walczącego frontu tej wojny. Zasada taka by bowiem spowodowała, że politycy aż wyginaliby się
do tyłu z gorliwości aby wszelkie problemy i nieporozumienia rozwiązywać w sposób pokojowy."
W ostatnim dniu listopada 2010 roku z ogromnym
zdumieniem przeczytałem artykuł o tytule
"Columbus was son of Polish king"
(tj. "Kolumb był synem polskiego króla"),
ze strony A13 nowozelandzkiej gazety o nazwie
"The New Zealand Herald",
wydanie z wtorku (Tuesday), November 30,
2010. W artykule tym raportowano ciekawe
wyniki badań nad pochodzeniem znanego
odkrywcy Ameryki, żeglarza znanego w
świecie pod nazwiskiem
Christopher Columbus (c. 31 October 1451 – 20 May 1506)
(tj. Krzysztofa Kolumba - patrz jego portret w
www.google.com).
Badania te zostały opisane w wówczas właśnie
opublikowanej książce [1#I4] pióra Manuel
Rosa, zatytułowanej "Columbus: the Untold Story"
(tj. "Kolumb: niedomówiona historia"). W dniu
30 listopada 2010 roku, na temat stwierdzeń owej
książki w internecie były już dostępne artykuły pod adresami
www.tvn24.pl
(po polsku) oraz
www.dailymail.co.uk
(po angielsku).
Jak wynika z owej książki, powtarzane wszędzie
rzekome pochodznie Krzysztofa Kolumba z Genui
we Włoszech, wynika z faktu że w owej Genui
mieszkała włoska rodzina o nazwisku Colombo,
która sfabrykowała fałszywy testament Krzysztofa
Kolumba aby odziedziczyć jego majątek. Ponieważ
sam Kolumb przez całe życie starannie ukrywał
swoje pochodzenie, wszystkie twierdzenia o
narodowości Krzysztofa Kolumba wywodzą się
właśnie z tamtego sfałszowanego testamentu.
Tymczasem według owej książki, faktycznie to
Krzysztof Kolumb ma być synem tchórzliwego króla Polski,
Władysława III-go Jagiełły - zwanego Warneńczykiem (31/10/1424 - 10/11/1444)
(patrz jego portret w
www.google.com).
Kiedy ów młody i niedoświadczony król w wieku
zaledwie 20 lat dowodził całą polską armią w
bitwie z Turkami pod Warną z 1444 roku, widząc
że bitwa zanosi się na przegraną, król ten miał
jakoby zwyczajnie stchórzyć i obawiając się śmierci
uciec z pola bitwy pozostawiając swoich żołnierzy
na łasce wroga. Po ucieczce podobno nie wrócił
już do Polski, a zamieszkał na portugalskiej wyspie
Madeira, gdzie założył rodzinę i miał aż kilku synów.
Jednym z jego synów był właśnie Krzysztof
Kolumb. W owych czasach sporo ludzi z Europy
podobno wiedziało o ucieczce Władysława III-go
z pola bitwy, tyle że o tym głośno się nie mówiło.
W Polsce też podobno o tym wiedziano, ale dla
"zachowania twarzy" i dla źle pojętego "utrzymania
narodowego honoru", udawano że stało się inaczej
i oficjalnie twierdzono że Władysław III-ci Warneński
zginął bohaterską śmiercią na polu bitwy.
Omawiana tu książka [1#I4] przytacza cały szereg
dowodów empirycznych na potwierdzenie takiego
właśnie pochodzenia Krzysztofa Kolumba. Ich
przykładami mogą być: tajemniczość jaką rodzina
Kolumbów zawsze otaczała wszystko na swój
temat - np. nawet do własnych braci Krzysztof
Kolumb pisał tylko starannie zaszyfrowane listy,
doskonałe wykształcenie i wysokie małżeństwa
Kolumbów - faktycznie godne królewskiego rodu,
oraz sporo innych dowodów. Dalsze dowody na
to samo znamy z polskiej historii, np. że po bitwie
z Warny nie znaleziono ani ciała ani drogocennej
zbroi króla. (Czemu nie powinno się dziwić -
wszakże jedynie drogie kamienie wmontowane
do owej zbroi wystarczały aby zabezpieczyć
ich posiadaczowi fortunę i wygodne życie aż
do śmierci.) Ja sam do tego wszystkiego dorzuciłbym
jeszcze dowód w postaci nazwiska "Columbus" jakie
ów dobrze znający łacinę król zdecydował się adoptować
po ucieczce z pola bitwy. Łacińskie słowo "columbus"
oznacza bowiem "męskiego gołębia" - z kolei ów
ptak w dawnej Polsce, a nawet w Polsce z czasów
mojej młodości, był nieco mniej obraźliwym
odpowiednikiem słowa "tchórz". (Np. w czasach
mojej młodości często o kimś się mówiło że "on
ma gołębie serce" - co było towarzysko bardziej
dopuszczalnym odpowiednikiem stwierdzenia, że
ten ktoś jest bardzo lękliwy tak iż przy najmniejszym
zagrożeniu z całą pewnością stchórzy i ucieknie.)
Historyk który napisał omawianą tu książkę [1#I4] zamierza
oficjalnie zwrócić się do władz Polski o pozwolenie
na pobranie próbek genetycznych z grobu ojca
omawianego króla aby badaniami genetycznymi
definitywnie rozstrzygnąć kwestię pochodzenia
Kolumba.
Jeśli Kolumb faktycznie okaże się być synem
Władysława III-go Warneńczyka, wówczas
narodowość Krzysztofa Kolumba będzie
najdoskonalszym przykładem jak zmyślne i jak
inteligentne może być działanie mechanizmów
i praw moralnych. Wszakże tylko inteligentnie
działające mechanizmy moralne mogłyby
spowodować, że odkrywcą Ameryki zostałby
syn "króla o gołębim sercu", a w ten sposób że
wszyscy którzy byli współudziałowcami w "konspiracji"
ukrywającej niemoralność ucieczki tegoż króla
z pola bitwy zostaliby ogromnie inteligentnie i
zmyślnie ukarani. Aby bowiem chronić takiego
ojca przed hańbą stchórzenia podczas bitwy i
opuszczenia swoich żołnierzy, np. sam Krzysztof
Kolumb zmuszony byłby całe swe życie ukrywać
swoje prawdziwe nazwisko i prawdziwe pochodzenie.
Z kolei Polacy, którzy swoją biernością i ukrywaniem
prawdy w imię źle pojętego "narodowego honoru"
dopomogliby jego królewskiemu ojcu uchodzić za
bohatera - zamiast otwarcie przyznać że był on
zwykłym tchórzem, zapłaciliby za to stratą
międzynarodowego uznania, że słynny odkrywca
Ameryki był właśnie Polakiem.
Dla mnie osobiście wysoce intrygujące w całej
powyższej historii jest jak Bóg jest w stanie zilustrować
przykładami iż "niemoralność nigdy NIE popłaca".
Wszakże przykład taki jak powyżej aż krzyczy
iż prawda i tak w końcu zawsze wychodzi
na wierzch, zaś ci co usilnie starają się ją
ukryć, albo co dopomagają w jej ukrywaniu,
tylko na tym okropnie tracą.
Kiedy więc ów historyk zwróci się oficjalnie
do Polski o pozwolenie na pobranie materiału
genetycznego z grobu króla Władysława II-go
(tj. prawdopodobnego dziadka Kolumba), aby
formalnie rozstrzygnąć badaniami genetycznymi
faktyczną narodowość Kolumba, wówczas
apelowałbym aby przypadkiem w imię
"narodowej próżności" wcale mu w tym
NIE przeszkadzać i nie stawiać na jego
drodze charakterystycznych dla Polaków
trudności.
Niemoralna ucieczka ojca Kolumba z pola bitwy
też sama w sobie stanowi istotną "lekcję moralną".
Wszakże wymownie ilustruje ona zjawisko które
opisałem dokładniej w punkcie #A3 strony o nazwie
god_proof_pl.htm,
mianowicie że wychowywane w cieplarnianej
atmosferze dzieci bogatych rodziców wyrastają
na życiowych niedołęgów i snobków którzy nie
potrafią sprostać wymogom dorosłego życia.
To właśnie dla uświadomienia ludziom konieczności
wychowywania dzieci "tak jak hartuje się stal",
Biblia kładzie wysoki nacisk na wpajanie dyscypliny
i obowiązkowości w swoje dzieci. To dlatego też
posunięcia w rodzaju nowozelandzkiego "zakazu
dyscyplinowania dzieci pod karą więzienia",
opisane w punkcie #B5.1 totaliztycznej strony o nazwie
will_pl.htm,
są wysoce niemoralne i wiodą do moralnego
upadku danego kraju oraz do następstw opisywanych
np. w punkcie #C5 strony
seismograph_pl.htm
czy w punkcie #D5 strony
fruit_pl.htm.
Opisywana tutaj historia ujawnia również że
otaczanie czegokolwiek tajemnicą jest
wysoce niemoralne - na przekór że w
dzisiejszych czasach nakładanie na coś
tajemnicy jest aż tak "modne". Politycy, a także
rządy poszczególnych krajów, nawymyślali
całą gamę najróżniejszych powodów i praw,
w imię których niemal wszystko dzisiaj obejmuje
się tajemnicą - np. patrz artykuł "Blogger fined
for flouting suppression orders" (tj. "Prowadzący
blog ukarany grzywną za szydzenie z zakazu ujawniania
nazwiska") ze strony A4 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post
(wydanie ze środy (Wednesday), September 15, 2010).
I tak tzw. "prawa prywatności" obowiązujące w
większości krajów, nie pozwalają ujawniać niemal
niczego na temat niemoralnych ludzi. Stąd inni
bliźni nie znają ich nazwisk ani nie wiedzą jakie
świństwa oni popełnili. Sądy wielu krajów, w tym
Nowej Zelandii, powszechnie stosują tzw. "name
suppression" - czyli zakaz ujawniania nazwiska
przestępcy (jeśli jest on kimś sławnym lub bogatym).
Większość dzisiejszych instytucji nakazuje wynajmowanym
pracownikom podpisywanie specjalnego dokumentu,
że NIE ujawnią niczego co w instytucji tej się dzieje.
W ten sposób najróżniejsze niemoralne świństwa
popełniane w owych instytucjach pozostają nieznane
reszcie społeczeństwa. Nie wspomnę tu już o politykach
i o rządach okrywających tajemnicą wszystko co
tylko wyczyniają. Jak jednak demonstruje to zarówno
niniejsza historia, jak i liczne wydarzenia z codziennego
życia, Bóg zawsze znajduje sposób aby ujawnić
światu co bardziej istotne z takich okrytych tajemnicą
świństw. Z kolei zniszczenia powodowane takim
ujawnieniem tajemnicy są wielokrotnie wyższe
niż byłyby gdyby NIE było to chronione tajemnicą.
Lekcja moralna jaka wypływa z opisywanej tu historii
stwierdza więc że "otaczanie czegokolwiek tajemnicą
jest wysoce niemoralne i docelowo jest karane przez
Boga". Zamiast wyrządzać świństwa i potem starać
się je ukrywać przed światem, politycy i rządy
powinni raczej postępować zgodnie ze staropolskim
przysłowiem "czyń dobro i nie lękaj się niczego".
Bóg udziela w
autoryzowanej przez siebie Biblii
dosyć klarownych wytycznych jak ludzie powinni
się zachowywać. Przykładowo, Biblia wyraźnie
nakazuje "Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto
kocha go - w porę go skarci." (Księga Przysłów
13:24), albo "Nie będziesz obcował z mężczyzną,
tak jak się obcuje z kobietą" (Księga Kapłańska
werset 18:22). Tymczasem politycy zbyt poważnie
wzięli widać do serca owo "naukowe ogłoszenie"
z angielskich autobusów stwierdzające "There's
probably no God. Now stop worrying and enjoy
your life" (tj. "Prawdopodobnie nie ma Boga.
Przestań więc się martwić i ciesz się życiem"
(ogłoszenie to opisuję w 8 z punktu #A2 ze strony
timevehicle_pl.htm)
i w imię błędnie pojętych "wolności obywatelskich"
nawprowadzali masę najróżniejszych praw które
dokładnie zaprzeczają nakazom Boga. (Przykładowo,
praw jak owo omówione poprzednio prawo z Nowej
Zelandii zgodnie z którym rodzic jaki dyscyplinuje
swoje dzieci jest wysyłany do więzienia, albo jak
prawo o "unii cywilnej" które w Nowej Zelandii
pozwala na zawieranie małżeństw przez ludzi
o tej samej płci.) Pechowo jednak, wprowadzenie
ludzkich praw które legalizują działania zakazane
przez Boga, wcale NIE eliminuje kar jakie Bóg
serwuje ludziom za łamanie swoich nakazów.
W rezultacie, mnożenie ludzkich praw które
zaprzeczają boskim zakazom prowadzi do
kar boskich i do katastrof w rodzaju tych
opisanych w (9) z punktu #C5 strony
seismograph_pl.htm.
W opisywanej tutaj historii kryje się także jeszcze
jedna "lekcja moralna" udzielana nam przez Boga.
Mianowicie, ujawnia ona, że wojowniczy przywódcy
i politycy są jedynie bohaterami kiedy siedzą sobie
w wygodnych fotelach ze swoich dobrze strzeżonych
biur. Gdyby jednak postawiło się ich na polu bitwy
pod obstrzałem broni przeciwnika, cała ich wojowniczość
natychmiast by ich opuściła. To właśnie z tego powodu
dzisiejsi politycy przybywają w zagrożone obszary
tylko przy zachowaniu najwyższej tajemnicy i doskonałej
ochrony osobistej. To również dlatego mieszkańcy
Ziemi powinni przyjąć zasadę opisaną w "motto" z
tego punktu, mianowicie że jeśli jakiś polityk wszczął
wojnę (lub w dowolny sposób przyczynił się do wybuchu
wojny - np. poprzez głosowanie "za" wojną), wówczas
kiedy jego kadencja ulegnie zakończeniu, powinien
on być wysyłany w charakterze zwykłego żołnierza
na pierwszą linię najbardziej zaciekle walczonego
frontu wojny którą rozpoczął. Założę się tutaj, że
po wprowadzeniu takiej zasady politycy aż by
wyginali się do tylu z entuzjazmu aby każdy
problem szybko rozwiązać negacjacjami i metodami
pokoju. Warto tu dodać, że taka zasada miałaby
cechy "samoregulacji" - najbardziej faworyzowanej
w boskich mechanizmach działania moralności. Dlatego
przyjęcie przez ludzkość takiej zasady postępowania
z wojowniczymi politykami upodobniłoby ludzkie prawa
do praw boskich opisywanych w punktach #B3 oraz
#B4.4 tej strony.
Jeśli pozna się amerykańskie filmy lub
popularne opinie Amerykanów, wówczas
odnosi się wrażenie że rozszyfrowanie
maszyny kodowej Hitlerowców zwanej
"Enigma" jest wyłączną zasługą Amerykanów.
Jako wysoce wymowny przykład w tym
zakresie rozważ
film z 2000 roku o tytule "U-571"
(dyrekcja Jonathan Mostow).
Z kolei brytyjskie filmy i popularne opinie
przypisują całe w tym zasługi Brytyjczykom.
Jako wysoce wymowny przykład w tym
zakresie rozważ
film z 2001 roku o tytule " Enigma"
(dyrekcja Michael Apted).
W żadnym też z owych Zachodnich krajów
typowo nawet nie wspomina się o wkładzie
Polaków w złamanie kodu Enigmy. Wręcz
przeciwnie, w sarkastycznych "polskich
dowcipach" (Polish jokes) jakie krążą w owych
krajach, upowszechniana jest opinia że Polacy
to naród wyjątkowych głupców i prymitywów.
Tymczasem historyczna prawda jest taka,
że kod słynnej maszyny "Enigma" został
rozszyfrowany przez 3-osobowy zespół
Polaków z "biura kodów" przedwojennej
Polski, kierowany przez pułkownika Gwido
Langer. Tyle, że tuż przed wybuchem drugiej
wojny światowej jego zespół podzielił się
wiedzą na temat kodu Enigmy z ówczesnymi
sojusznikami Polski, tj. z Anglią i Francją.
To pozwoliło potem owym sojusznikom Polski
rozszyfrowywać całą masę istotnych tajemnic
niemieckich, bazując na wiedzy (a stąd
i na "własności intelektualnej") otrzymanej
właśnie od Polaków. Jak zaś ja wierzę, z
kolei owo poznanie tajemnic niemieckich
pozwoliło tym krajom wogóle przetrwać
wojnę i potem zaistnieć w dzisiejszej postaci.
Niestety, typowo dla ludzi Zachodu, po wojnie
niektórzy z nich woleli raczej rozsiewać
najróżniejsze historyjki przypisujące im samym
wszelkie zasługi w rozszyfrowaniu Enigmy.
Z kolei wyznający "tumiwisizm" reprezentanci
Polski - jak typowo leży to w narodowym
zwyczaju większości Polaków, nie mieli
najmniejszego zamiaru aby walczyć o uznanie
dla osiągnięć innych swoich rodaków. W ten
sposób pozwalali aby Zachodnia propaganda
zagłuszyła historyczną prawdę na ów temat.
W rezultacie traciła na tym zarówno cała
Polska, jak i wszyscy Polacy.
Całe szczęście że niektórzy Polacy zdołali
ostatnio ocknąć się z wielowiekowego "tumiwisizmu"
i zaczynają rozumieć, że podnoszenie
międzynarodowego znaczenia i uznania dla
Polski i Polaków tłumaczy się na konkretne zyski
i na wzrost dobrobytu w kraju. Wszakże podnosi
ono m.in. również i rangę polskich towarów,
otwiera więcej rynków, ułatwia handel, oraz
zwiększa zakres i wagę międzynarodowych
pozycji otwieranych dla polskich obywateli.
Stąd wypracowywanie międzynarodowego uznania
dla osiągnięć owych najbardziej twórczych
Polaków leży faktycznie w interesach całej
Polski i wszystkich Polaków. Ci najbardziej
światli pomału zaczęli więc ostatnio prostować
owe "powykręcane" historie. Dzięki ich wysiłkom,
np. w sobotę dnia 11 grudnia 2010 roku zdumieni
Nowozelandczycy doczytali się z artykułu
"Honour at last for forgotten Polish hero who
cracked Enigma" (tj. artykułu [1#I5]
o tytule "Nareszcie uhonorowano zapomnianego
polskiego bohatera który złamał kod Enigmy"),
opublikowanego na stronie A23 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post Weekend
(wydanie z soboty (Saturday), December 11, 2010),
że szyfr Enigmy NIE był rozkodowany przez
Amerykanów ani przez Brytyjczyków, a przez
Polaków.
Historia pułkownika Gwido Langera i genialnego
sukcesu jego 3-osobowego zespołu, jest ogromnie
smutna a jednocześnie szczególnie wymowna pod
względem moralnym. W 1930 roku objął on kierownictwo
Biura Szyfrów, które pod jego komendą odniosło
największe sukcesy. W 1932 roku 3-osobowy zespół
obejmujący matematyków o nazwiskach
Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski
rozszyfrował enigmę oraz zbudował jej działający
model. Tuż przed wybuchem wojny, w lipcu 1939
roku, na spotkaniu w Pyrach pod Warszawą
szyfr ten został przekazany za darmo Francuzom
i Anglikom w ramach zobowiązań obronnych. W
ten sposób kraje Zachodu uzyskały narzędzie,
które w istotny sposób przyczyniło się do ich niezmienionego
przetrwania drugiej wojny światowej. Oczywiście,
prezentując ten szyfr swym sojusznikom, Polacy
wcale się NIE spodziewali, że niektórzy Anglicy,
a później i Amerykanie, będą potem twierdzili że to oni
złamali szyfr słynnej niemieckiej maszyny "Enigma".
Po wybuchu wojny Langer uciekł do Francji, gdzie
złapali go Hitlerowcy kiedy usiłował przedostać
się do Hiszpanii w swej drodze do Anglii. Uwięziony
i przesłuchiwany przez SS-manów w obozie
Schloss Eisenberg na terenie Czechosłowacji,
nie zdradził jednak że enigma została rozszyfrowana.
Po wojnie wrócił do Polski, jednak został z niej
wypędzony przez ówczesny rząd komunistyczny.
Także po przybyciu do Anglii spotkało go zimne przyjęcie.
Zmarł w 1948 roku w niebywałej biedzie w ciemnym
i nieogrzewanym pokoiku hotelowym z Kinross w
Centralnej Szkocji. Pochowany został w nieoznaczonym
grobie na cmentarzu z miejscowości Perth. Dopiero
w 62 lata po swej śmierci geniusz i osiągnięcia
jego oraz jego zespołu zostały docenione przez
innych Polaków (wszakże "lepiej późno niż wcale").
Jego zwłoki przewieziono do Polski, zaś w dniu
wydania w/w artykułu [1#I5] został on ponownie
pochowany, tym razem z honorami, na cmentarzu
w Cieszynie, 65 mil na zachód od Krakowa.
Oczywiście, do obecnej wersji historii pułkownika
Gwido Langera, sprawiedliwość dziejowa domaga
się dopisania jeszcze kilku dalszych szczegółów.
Przykładowo, domaga się aby wyraźnie zaznaczać,
że był on osobą kierującą łamaniem kodu Enigmy,
podczas gdy samo złamanie tego kodu dokonane
zostało przez trzech polskich matematyków o nazwiskach
Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski.
Nakłania też do rozważań nad powiedzeniem
Profesora księdza Sedlaka, że "to nie armie wygrywają
wojny, ale mózgi wielkich ludzi". Ponadto,
historia ta zwraca naszą uwagę na przesłanie
wyrażane treścią całej niniejszej strony, że
losy wszystkiego, w tym równiez i losy
wojen, zależą głównie od moralności walczących
stron. Stąd przykładowo, nawet gdyby kod
Enigmy nigdy NIE został rozszyfrowany, ciągle
druga wojna światowa byłaby wygrana przez
moralniejszą ze stron, choćby jedynie dzięki
"bitewnym muskułom" jakie Bóg nadał wówczas
armiom radzieckim - tak jak to opisuję w
punktach #E1 do #E3 ze strony
bitwa_o_milicz.htm.
Tyle, że bez rozszyfrowania Enigmy przez Polaków,
zapewne nigdy nie zaistniałoby takie coś jak
"Zachodnia Europa", a być może nawet przestałoby
wówczas istnieć i samo USA. Wszakże dawnym
sojusznikom przedwojennej Polski brak jest wymaganej
wyobraźni aby sobie dopowiedzieć co stałoby się
z Europą i z Zachodem gdyby Alianci nie byli w
stanie rozszyfrowywać na bieżąco tajemnic
Hitlerowców telegrafowanych ich armiom z
pomocą kodu Enigma.
Mi osobiście jest żal ludzi którzy na przekór historycznej
prawdy ciągle usiłują "uzasadniać" że Amerykanie
lub Anglicy mają jakieś tam prawo czy podstawy do
twierdzeń, że to ich zespoły złamały tajemnice Enigmy.
Wszakże wiadomo, że jeśli ktoś otwarcie zaprzecza
historycznej prawdzie, wówczas z całą pewnością ma
jakiś niemoralny cel na oku. Szczególnie zaś żałosne
są sytuacje gdy takie twierdzenia wywodzą się od
jakiegoś Polaka. Dla Polaka bowiem powodem aby w ten
sposób "spychać w dół swoich a wywyższać obcych"
musi być zupełna ignorancja w sprawach w jakich się
wypowiada, połączona z patologicznym u sporej części
Polaków niedocenianiem zdolności własnego narodu.
Z sąsiedzkich pyskówek oraz z przemówień niektórych
polityków doskonale też wiadomo, że dla praktycznie
każdego niemoralnego działania daje się znaleźć
ładnie brzmiące uzasadnienie. Jednak "wyssanie
z palca" jakiegoś uzasadnienie wcale NIE zamienia
"niemoralnego" w "moralne". Przykładowo, w
przypadku tajemnic Enigmy można twierdzić, że
każdy z rodzajów niemieckiego wojska używał Enigmę
z odmiennymi dyskami kodowymi oraz kodował swe
wiadomości według odmiennych tabel kodowych.
Stąd rozszyfrowanie np. kodu używanego przez
niemieckie wojska lądowe, wcale nie oznaczało
że te same kody da się używać do rozszyfrowania
wiadomości wysyłanych niemieckim łodziom podwodnym,
niemieckiemu lotnictwu, czy niemieckiemu korpusowi afrykańskiemu.
Niemniej trzeba pamiętać, że wszystkie te wersje
Enigmy używały tej samej zasady działania. Zaś
najtrudniejszym w rozszyfrowaniu jakiegoś kodu
jest poznanie na jakiej zasadzie działania on bazuje.
Stąd po tym jak Polacy podzielili się ze sojusznikami
swoimi odkryciami zasady działania kodów Enigmy,
rozszyfrowanie dalszych wersji tej maszyny było już
tylko rutynowym działaniem. Twierdzenie więc, że
np. Amerykanie mają prawo do rozgłaszania iż to
oni rozszyfrowali Enigmę, ponieważ rozpracowali
dyski i tabele kodowe używane przez niemieckie
łodzie podwodne, jest podobne do twierdzenia że
Japończycy wynaleźli samochody, bowiem ich
fabryki budują wersje samochodów które znacząco
różnią się od wersji europejskich.
Mnie osobiście najbardziej rozżala fakt, że bazując
na podobnie niemoralnej linii myślenia, autorstwo
i pierwszeństwo, a stąd i "własność intelektualna"
każdego odkrycia i każdej zasady działania, będą
dawały się w przyszłości dowolnie "wykręcać".
W rezultacie, z czasem każdego da się okraść
z jego "własności intelektualnej". Wszakże postępując
według tej niemoralnej linii myślenia, wystarczy
przykładowo, że moje odkrycia zasady dzialania "wehikułu
czasu" (tj. te zaprezentowane np. na stronie o nazwie
"immortality_pl.htm")
ktoś urzeczywistni na innych niż używane przez mój
"magnokraft"
wersjach
"komór oscylacyjnych"
wbudowanych np. w tzw. "magnetyczny napęd osobisty"
(tj. napęd jaki ja opisałem w punkcie #C3 ze strony o nazwie
"propulsion_pl.htm) -
a już jakoby nabędzie takiego niemoralnego prawa do rozgłaszania
iż to on rozpracował pierwszy "wehikuł czasu". Tymczasem
przy takim roszczeniu prawa do odkrycia które sprowadziło
się jedynie do "poszerzenia" lub do "odmiennego użycia"
czegoś co już dawno wypracował ktoś zupełnie inny, mój
"wehikuł czasu" będzie mógł być przywłaszczony przez
kogoś kto faktycznie tylko ukradł "własności intelektualne"
mojego dorobku twórczego - tj. w tym przykładzie kto ukradł
zarówno moją zasadę cofania czasu, jak i zasadę użycia
"komór oscylacyjnych" do owego cofania czasu, a także
ukradł moją ideę "napędu osobistego" (też działającego
poprzez wykorzystanie podobnych "komór oscylacyjnych"
jak te używane w moim "magnokrafcie" i w moim "wehikule
czasu"). Nie szukajmy więc usprawiedliwień dla tego co
"niemoralne", a w imię moralności, sprawiedliwości dziejowej
i dobra nas wszystkich nauczmy się nazywać rzeczy tak jak
na to naprawdę zasługują. Szczególnie jeśli poprzez bierne
aprobowanie, lub co gorsza - aktywne usprawiedliwianie, tego
co "niemoralne" ktoś faktycznie "podcina gałąź na której sam siedzi".
Cała historia rozszyfrowania kodu Enigma, oraz
losów Polaków którzy rozszyfrowania tego dokonali,
jest jednym długim ciągiem lekcji moralnych
adresowanych do wszystkich ludzi. Przykładowo,
wyjaśnia ona dlaczego znane powiedzenie
Włodzimierza Lenina "ufaj ludziom jednak
bierz ich klejnoty pod zastaw" nigdy jakoś
nie traci na aktualności. Potwierdza ona ponownie
jak ważne w stosunkach międzynarodowych jest
owo gruzińskie przysłowie, że "przysługa
już oddana zupełnie traci na wartości". Ilustruje,
że faktycznie losy zarówno indywidualnych ludzi,
jak i losy całych narodów czy krajów, są rządzone
z iście "żelazną ręką" mechanizmami moralnymi i
"prawami moralnymi" opisywanymi np. w "części #B" tej strony.
Uzmysławia ona także iż tzw. "własność intelektualna"
czyjegoś twórczego dorobku lub odkrycia podlega
jednak tym samym "prawom moralnym" co "własność
obiektów fizycznych" - a stąd że NIE wolno z niej
kogokolwiek okradać, zaś jeśli się ją przywłaszczy
lub sprzeniewierzy wówczas też przyjdzie kiedyś
za to zapłacić. Potwierdza ona ponownie wyrażony
licznymi przysłowiami fakt, że "prawda zawsze
wychodzi na wierzch" - jeśli więc jakiś naród
lub osoba gdzieś sporo naświni, przyjdzie taki czas
że wyjdzie to na wierzch i stanie się źródłem znaczącego
wstydu oraz moralnych konsekwencji bez względu
na to jak mocno ktoś by nie starał się to ukryć.
Przypomina ona także na kolejnym przykładzie,
że wprowadzanie i utrzymywanie tajemnic
zawsze w końcowym efekcie wychodzi tylko
na szkodę tego co tajemnice owe stara się
wprowadzać i zachowywać. Dlatego dla
własnego dobra politycy i zwykli ludzie powinni
unikać tajemnic, "ustaw o prywatności",
"zakazów ujawniania", itp. - tak jak też to
wyjaśnia punkt #I4 na tej stronie, oraz jak
to stara się uzmysłowić punkt #G1 na stronie
nirvana_pl.htm,
punkt #K6 na stronie
tapanui_pl.htm,
czy punkt #H2 na stronie
prawda.htm.
#I6.
Genialny Polak o nazwisku Adam Wiśniewski
(pseudonim "Snerg") opracował unikalną i ogromnie istotną
"Teorię Nadistot"
która stworzyła fundamenty filozoficzne dla formalnego dowodu nowej
totaliztycznej nauki,
że "Bóg stworzył ludzi w celu przysparzania wiedzy":
Kolejnym Polakiem o niezwykle twórczym
i genialnym umyśle był Adam Wiśniewski
(ur. (1/1/1937, zm. 23/8/1995).
Opracował on filozoficznie ogromnie istotną
teorię upowszechnianą w polskiej literaturze
pod nazwą
"Teoria Nadistot".
Ta genialna teoria dostarczyła nowej tzw.
"nauce totaliztycznej" fundamentów
filozoficznych dla formalnego udowodnienia
że "celem dla którego Bóg
stworzył ludzi jest przysparzanie wiedzy".
(Nazwę "totaliztyczna nauka" nosi zupełnie
nowa nauka o "a priori" podejściu do badań,
która opisywana jest szerzej np.
w punkcie #C1 strony o nazwie
telekinetyka.htm
czy w punkcie #A2.6 strony o nazwie
totalizm_pl.htm.)
Ponieważ jednak ja już od dawna prowadzę
energiczne propagowanie owej "Teorii Nadistot"
po świecie i relatywnie dobrze ją opisałem
aż na całym szeregu totaliztycznych publikacji
zarówno w języku angielskim (w którym
chronicznie jest brak opracowań opisujących
tą genialną teorię), jak i w języku polskim,
NIE będę tutaj już powtarzał jej omawiania.
Dla jej poznania odsyłam jedynie zainteresowanych
czytelników np. do angielskojęzycznej lub
polskojęzycznej wersji punktu #B4 strony o nazwie
will_pl.htm
albo punktu #B1 strony o nazwie
antichrist_pl.htm,
czy (nawet jeszcze lepiej) do podrozdziału
A3.2 z tomu 1 mojej najnowszej
monografii [1/5].
Namawiam też tu rodaków, aby - jeśli znają
jakiś obcy język i mają ku temu okazję, zaczęli
energicznie propagować tą genialną teorię po
świecie. Wszakże takie propagowanie przyczyni
się do naukowego poznania Boga przez ludzkość.
Powyższe uwagi chciałbym uzupełnić osobistą
refleksją. Mianowicie, jak to się dzieje, że cały
świat, włączając w to wielu Polaków ogłupionych
angielskojęzyczną "naukową propagandą",
zachwyca się wysoce prymitywną, bezfundamentową,
naiwną i ciągle niesprawdzalną nawet dla najlepiej
płatnych naukowców "teorią względności" -
której "wkład do ludzkości" ogranicza się do
tego, że głównie to tylko powstrzymuje ona
postęp ludzkiej nauki już od niemal stulecia.
Jednocześnie tak genialna i tak niewymownie
istotniejsza "Teoria Nadistot" - która otwiera
dla każdego wiedzę i pewność na temat Boga
i której poprawność może prześledzić i sam
sobie sprawdzić praktycznie każdy mieszkaniec
Ziemi, przez dziesięciolecia pozostaje
niemal nieznana i faktycznie to prawie
nikt z Polaków NIE podjął jej propagowania
w krajach innych niż Polska.
Część #J:
Ludzkość musi znaleźć sposób aby "spuścić z
uwięzi" twórcze zdolności zwykłych (wszystkich) ludzi:
#J1.
W ostatnich czasach wynalazczość i odkrycia stały się monopolem
najmniej zasługujących na ten przywilej - tj. zawodowych naukowców:
Na temat zachowań zawodowych naukowców
na polu wynalazczości i odkryć można sobie
poczytać nieco więcej w punkcie #A2 strony
boiler_pl.htm
oraz w punkcie #A2 strony
eco_cars_pl.htm.
#J2.
Niniejsza strona też podlega "przekleństwu wynalazców" ponieważ
raportuje ona o zupełnie nowym i istotnym odkryciu - jako taka
pokazuje ona jeden ze sposobów jak zwykli ludzie mogą obecnie
uwolnić własną twórczość spod opresji zawodowych naukowców:
Ta strona też raportuje o zupełnie nowym
odkryciu które wnosi potencjał aby okazać
się ogromnie istotnym dla naszej cywilizacji.
Jako taka też podlega ona opresji owych
"najniemoralniejszych reprezentantów"
opisywanych w punkcie #B4.4 powyżej,
którzy dla moich własnych odkryć i wynalazków
egzekwują działanie "przekleństwa wynalazców".
Stąd strona ta jest w stanie wskazać innym
twórczym osobom poddawanym podobnej
opresji w swoim własnym otoczeniu, jeden
ze sposobów jak mogą oni uwolnić swoją
twórczość spod tej opresji i wyniszczania.
Część #K:
Podsumowanie działania "praw moralnych" serwujących sprawiedliwość dla całych społeczności i państw:
#K1.
Każdy z nas kształtuje zarówno swoją własną "moralność indywidualną" jak i "moralność zbiorową" społeczności w której mieszka:
Punkt #B2 tej strony dał nam do zrozumienia,
że szczęście i życie każdego z nas jest uzależnione
od dwóch rodzajów moralności, mianowicie od
(1) naszej indywidualnej moralności osobistej,
oraz (2) od zbiorowej moralności społeczności
i kraju w których mieszkamy. Każdy też z nas ma wpływ
na oba te rodzaje moralności. Dlatego obowiązkiem
każdego z nas jest dołożenie wszelkich starań,
aby oba te rodzaje moralności wspierały dokładnie
taki rodzaj życia, jaki my sami chcielibyśmy wieść.
Wszakże jak nam się żyje, zależy to właśnie od
rodzaju moralności jaką praktykujemy.
Mając powyższe na uwadze, być może warto
zacząć NIE tylko dowiadywać się co stwierdza
najmoralniejsza filozofia naszej planety opisana
na odrębnej stronie o nazwie
totalizm_pl.htm,
ale także zacząć w końcu praktykować we własnym
życiu to co owa filozofia nam nakazuje.
Część #L:
Nad naszą prywatną moralnością też warto pracować - wszakże
decyduje ona o szczęściu i jakości naszego własnego życia:
#L1.
O naszym życiu decyduje moralność jaką praktykujemy:
Błędny rozwój dzisiejszej ateistycznej nauki
oraz powszechny upadek moralności spowodowały,
że spora większość ludzi całą swą uwagę
skupia w życiu na materialistycznych aspektach
własnej egzystencji. Stąd starają się oni ograbić
innych z tak dużej ilości dóbr materialnych
jak tylko się da, płacąc za to tak mało jak tylko ujdzie
im to bezkarnie. Cały swój wysiłek skupiają na ilości
pieniędzy jakie coś może im przynieść, na poznaniu
tych umiejętności które pozwolą im "zrobić karierę"
i zdobyć piękną partnerkę czy przystojnego partnera,
na rodzaju samochodu i domu jaki sobie zakupią, itd.,
itp. Tymczasem później się okazuje, że pieniądze
jakie zagrabili znikają w dziwny sposób lub są odbierane
im przez sądy, pozostawiając ich bez grosza na stare
lata lub nawet osadzając ich w więzieniu. Ich zawrotna
kariera staje się źródłem stresu i odbiera im zdrowie.
Piękna partnerka czy przystojny partner puszczają
się szybko po ślubie z kimś kto jest im w stanie
zaoferować jeszcze więcej. Natomiast samochód
ciągle się psuje a koło pięknego domu mieszkają
paskudni sąsiedzi którzy zatruwają im życie.
Chociaż więc dzisiejsza nauka wszystkie takie
przykrości wyjaśnia jako "przypadki", ich faktycznym
powodem jest moralność, a ściślej jej brak, z jaką
ktoś prowadzi swoje własne życie.
Aby więc uniknąć opisanych powyżej przykrych
sytuacji, naprawdę warto w swoim życiu kierować
się sumieniem i zasadami moralnymi - tak jak nam to nakazuje
filozofia totalizmu.
Część #M:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#M1.
Podsumowanie tej strony:
Na przykładzie ogromnie istotnego dla
ludzkości wynalazku samolotu, strona
ta ilustruje że ludzką wynalazczością
i odkryciami rządzi bardzo inteligentnie
zaprojektowany system praw moralnych,
jakie ja nazwałem przekleństwem wynalazców.
System ten się upewnia, że odkrycia
i wynalazki nagradzają tylko te społeczności
i kraje które żyją moralnie zgodnie z zasadmi
jakie od 1985 roku opisuje nam tzw.
filozofia totalizmu,
zaś karają wynalazczą impotencją
te społeczności i kraje które cechują się brakiem
moralności i praktykowaniem na codzień
zdegenerowanego postępowania które opisane jest
filozofią pasożytnictwa.
#M2.
Jak dzięki stronie
"skorowidz.htm"
daje się znaleźć totaliztyczne
opisy interesujących nas tematów:
Cały szereg tematów równie interesujących
jak te z niniejszej strony, też omówionych
zostało pod kątem unikalnym dla filozofii
totalizmu. Wszystkie owe pokrewne tematy
można odnaleźć i wywoływać za pośrednictwem
skorowidza
specjalnie przygotowanego aby ułatwiać ich
odnajdowanie. Nazwa "skorowidz" oznacza
wykaz, zwykle podawany na końcu książek,
który pozwala na szybkie odnalezienie interesującego
nas opisu czy tematu. Moje strony internetowe
też mają taki właśnie "skorowidz" - tyle że
dodatkowo zaopatrzony w zielone
linki
które po kliknięciu na nie myszą natychmiast
otwierają stronę z tematem jaki kogoś interesuje.
Skorowidz ten znajduje się na stronie o nazwie
skorowidz.htm.
Można go też wywołać z "organizującej" części
"Menu 1" każdej totaliztycznej strony. Radzę
aby do niego zaglądnąć i zacząć z niego
systematycznie korzystać - wszakże przybliża
on setki totaliztycznych tematów które mogą
zainteresować każdego.
Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj.
dra inż. Jana Pająka
(a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka),
pod jakie można wysyłać ewentualne
uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane
tu pytania, podane są na stronie internetowej
o mnie (Dr Jan Pająk).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
Proszę też odnotować, że z powodu mojego
chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie
odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO
wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie
zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora
w tematyce którą ja badam.
If you prefer to read in English
click on the flag below
(Jeśli preferujesz czytanie w języku angielskim
kliknij na poniższą flagę)
Data pierwszego opracowania niniejszej strony: 15 sierpnia 2004 roku
Data jej najnowszego aktualizowania: 12 marca 2012 roku
(Sprawdź w "Menu 3" czy już istnieje nawet jej nowsza aktualizacja!)